Niemal każdego dnia My-chrześcijanie spotykamy różnych ludzi o różnorakich poglądach – tych społecznych, politycznych, religijnych. Spotykamy się z tym zjawiskiem: w szkole, na uczelni, w pracy, w sklepie, na ulicy, nawet w swoim domu.
Chciałbym w tym miejscu podjąć, krótką refleksję na temat naszego spotkania z osobami niewierzącymi. Myślę, że ten temat jest „na czasie”. I wielu z nas w takim spotkaniu nie czuje się zbyt komfortowo.
Osoby niewierzące, coraz częściej dają o sobie znać i pragną dzielić się z nami - chrześcijanami swoimi poglądami i przemyśleniami. Natomiast każdy z nas – uznając Jezusa za swojego Pana – powołany jest przez Niego do misji ewangelizacji – bycia światkiem Dobrej Nowiny. I tu często pojawia się pytanie: Jak? W jaki sposób rozmawiać z niewierzącymi? Czy w ogóle jest sens rozmawiać? Czy jest sens odpowiadać na „ataki”? Przecież tak często doświadczamy: „ja swoja, a on swoje”.
Atak, to często „broń” niewierzących. Jak reagować?
Wydaje mi się, że często popełniamy błąd i ulegamy atakującemu. Jak ktoś zaczyna mnie atakować, to ja zaczynam odpowiadać tym samym, szukając coraz to wymyślniejszych argumentów. Pojawia się we mnie gniew, zdenerwowanie, irytacja.. „Bo jakim prawem On może tak myśleć i tak obrażać moją wiarę!”. Szczerze mówiąc, chyba nic w ten sposób nie osiągniemy… i na pewno nie zaświadczymy o Dobrej Nowinie.
Jezus chciał nauczyć nas przede wszystkim jednego – Kochać. Miłość to odpowiedź na wszystko. Chrześcijanin jest zobowiązany do WALKI za Chrystusa – to jest nasze powołanie. Ale walki poprzez MIŁOŚĆ.
Wtedy, kiedy ktoś cię atakuje, że jesteś chrześcijaninem, wtedy kiedy ktoś w twoim towarzystwie obraża Boga, to masz obowiązek zareagować, stanąć w obronie… Ale ZAWSZE w miłości. „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12). Szanuj tego człowieka, on jest stworzony tak jak ty na obraz i podobieństwo Boga, jest dzieckiem Bożym i Bóg go kocha, bo nie chce śmierci grzesznika lecz, aby ten się nawrócił i miał życie wieczne (Ez 18). Wysłuchaj tego, który atakuje, daj mu miłość i odczucie, że ci na nim zależy, na jego zbawieniu. Tylko spokój, pokój, szacunek i miłość są owocami Ducha Św. Następnie mów o swoim doświadczeniu Bogu, Kościoła. Mów o swoim przeżywaniu wiary i przez to zapal w nim iskierkę. Powiedz: „Ja mam inne doświadczenie, niż Ty.. spotkałem wielu dobrych księży; spowiedź i msza św. to moje ulubione sakramenty, podczas których odczuwam Miłość Bożą; Bóg jest dla mnie ważny, jest Miłością; uczynił wiele cudów dla mnie, dla bliskich itd…” Bądź cierpliwy, nie obrażaj się, nie gniewaj się, tylko rób swoje: Świadcz pozytywnie o Jezusie, a Duch Św. dokona reszty. I prędzej czy później przyjdą owoce.
Wydaje mi się, że to jest pierwszy krok, który każdy z nas, powinien podjąć, kiedy spotyka się z osobą „niewierzącą – atakującą”. W tym przypadku nie jest potrzebna wiedza i wyszukane argumenty – tylko miłość i moje pozytywne świadectwo o Bogu.
Czy to znaczy, że nie są ważne racjonalne argumenty, wiedza?
Ważne jest, żebyśmy pogłębiali swoją wiedzę i pojmowanie Boga. Potrzebne to jest dla nas samych, ale też wtedy, gdy spotykamy ludzi „niewierzących-poszukujących-pytających”. Jest mnóstwo osób, których fascynuje chrześcijaństwo, którzy mają w sobie pragnienie Boga, którzy może przeszli przez ten etap bycia „niewierzącymi-atakującymi”. I ci chcą od nas konkretu. Chcą wiedzieć w Kogo wierzymy i dlaczego. Chcą, abyśmy wytłumaczyli pewne kwestie, abyśmy powiedzieli jak rozumiemy, dlaczego jest tak, a nie inaczej. I wtedy potrzebna jest nasza argumentacja i wiedza Bogu. Dlatego czytajmy, słuchajmy i pogłębiajmy swoją wiedzę religijną, żeby nie dać plamy.. bo może wydać w spotkaniu z człowiekiem „niewierzącym-poszukującym-pytającym”, że nie wiem w Co wierze.. A to chyba dość mizerne świadectwo.
Podejmijmy misję!
Nie bądźmy obojętni na głos świata, który woła, który pyta, który nieraz krzyczy i warczy. Bądźmy świadkami Chrystusa, bądźmy jego apostołami i uczniami. Bierzmy odpowiedzialność za drugiego człowieka. Aby każdy człowiek narodził się na nowo i był ZBAWIONY – dzięki Bożej Łasce i naszemu świadectwu.
Ks. Mateusz Lewicki