31 maja 2017

Śladami Chrystusa

Relacja z parafialnej pielgrzymki do Ziemi Świętej

Każdy o tym marzy, nie każdemu się udaje tam dotrzeć. Nam, 55-tce maluczkich, za sprawą naszej parafii oraz Biura Kaszub Travel, się udało. Byliśmy tam!!!

Pół roku oczekiwania i przygotowywania – księża Krzysztof i Mateusz w mądry sposób nie dali nam poprzestać na odkładaniu pieniążków i pakowaniu walizek. Były trzy spotkania przygotowujące oraz przeczytanie Ewangelii wg św. Mateusza jako zadanie pomiędzy nimi. I twarde stwierdzenie: nie jedziemy na wycieczkę, jedziemy na pielgrzymkę.

W końcu, tydzień po Wielkanocy nadszedł dzień wylotu. Trzygodzinne procedury sprawdzające przez służby specjalne Mosad, wylot o 3.30 nad ranem, i… Bliski Wschód powitał nas słonkiem i temperaturą 39 C. Ale to nic, dla nas pielgrzymujących. Od razu wpadliśmy w opiekuńcze ramiona i pod baczne spojrzenie siostry Miriam, (Paulistki), która przedstawiła się jako nasz przewodnik. Bogu niech będą dzięki za tak wspaniałą osobę, za jej niezwykłą wiedzę, entuzjazm i życzliwość do wszystkich (oraz świetną organizację zwiedzania).

Dzień pierwszy, sobota - PRZEKRACZAMY WROTA ZIEMI ŚWIĘTEJ. W klimatyzowanym autokarze, chwila wytchnienia po nocnym locie. Ale niezbyt długo cieszymy się olśniewającymi widokami śródziemnomorskich plaż w drodze wzdłuż wybrzeża na północ od Tel Awiwu. Pierwszy punkt – Góra Karmel, związana z postacią proroka Eliasza – wstępujemy do jego groty, obudowanej kościółkiem, podziwiamy widok na Hajfę, największy port Izraela, a po chwili wysiadamy w malowniczym ogrodzie Bahaitów, wyznawców powstałej w XIX wieku w Iranie, religii łączącej Stary Testament, Koran i Ewangelie. Potem już tylko Nazaret, nasza przystań na pierwsze trzy doby.

39-stopniowy upał, padamy z nóg po nieprzespanej nocy, ale siostra Miriam zabiera nas z hotelu na przywitanie się z Nazaretem – zmierzamy do kościoła św. Józefa, w miejscu gdzie miał mieć swój warsztat ciesielski. Tam księża celebrują Mszę św., każda kolejna odbywa się w innym niezwykłym miejscu, co sprawia, że z codziennego obowiązku stają się one duchowymi kamieniami milowymi naszego pielgrzymowania po Ziemi Świętej.

Dzień drugi, niedziela – DZIEN GÓR WYSOKICH I BOSKICH. Tym razem w chłodzie (18 C) i wietrze wysiadamy pod Górą Strącenia (Har Kidumin, 397 m.), nieopodal Nazaretu. To tu, wg tradycji chrześcijańskiej, rozwścieczeni mieszkańcy rodzimego miasta Jezusa zamierzali strącić Go ze szczytu, po śmiałym wystąpieniu w synagodze w mieście (Łk 4,16-30).

Zaraz potem przemieszczamy się pod Górę Tabor, która widoczna jest z całej okolicy, wyniosła, odosobniona, wysoka – 588 m. Dowożą nas na jej szczyt beduińskie busy, a tam kolejna niezapomniana Msza św. – w nieistniejącym już refektarzu klasztoru z czasów Krzyżowców.

Po Mszy Świętej, przechodzimy do bazyliki o trzech szczytach - symbolizujących Jezusa oraz proroków Mojżesza i Eliasza, którzy ukazali się w momencie Przemienienia - wewnątrz absydy głównej jaśnieje złotym tłem mozaika ze sceną Przemienienia, a dwie mniejsze dekorują absydy naw bocznych. Po wyjściu ogarniamy wzrokiem rozległy widok na zieloną Galileę i wracamy do busów, które zwożą nas niezwykle krętą, acz malowniczą wąską drogą do stóp góry.

Ruszamy dalej – do Kany, położonej właściwie na przedmieściach Nazaretu (w istocie, Maria która przyszła tu z Nazaretu na wesele, nie miała daleko). To niewielkie, senne miasteczko składa się właściwie z jednej wąskiej uliczki, prowadzącej do kościoła upamiętniającego cud przemienienia wody w wino oraz zamkniętej kaplicy św. Bartłomieja, apostoła, który z Kany Galilejskiej pochodził. W kościele Pierwszego Cudu Jezusa wzruszamy się piękną, prostą uroczystością odnowienia przysięgi małżeńskiej przez obecne na pielgrzymce pary.

Potem wracamy do Nazaretu i na spokojnie zwiedzamy miasto, począwszy od fontanny Marii, poprzez prawosławny kościół przy źródle Marii, stare miasto i ponowną modlitwę w bazylice Zwiastowania i w krypcie kościoła św. Józefa kończąc. A tak naprawdę kończymy w sklepie z chałwą i cudownymi arabskimi słodkościami, dokąd pod wieczór prowadzi nas siostra Miriam.

Dzień trzeci, poniedziałek – DZIEŃ JEZIORA GALILEJSKIEGO. W piękny rześki poranek autokar wiezie nas poprzez plantacje migdałów i bananów w dół nad Jezioro. Widać je wkrótce, ale gdy po przejściu franciszkańskiego ogrodu w miejscu tzw. Prymatu św. Piotra (gdzie Jezus ukazał się uczniom po raz trzeci po Zmartwychwstaniu), stajemy na niewielkiej żwirowej plaży nad samym jeziorem, nie kryjemy ogromnego wzruszenia. To ta sama przejrzysta woda, na którą kazał Jezus wypłynąć uczniom i zarzucić sieć po całej nocy, kiedy nic nie złowili. To tu przygotował dla nich posiłek z ryby i chleba i potem w długiej rozmowie powołał Piotra na swego zastępcę. To ta sama woda. To te skały, na których uczniowie siedzieli i rozmawiali ze zmartwychwstałym Jezusem. To wielka łaska dla nas, że możemy być w tym samym miejscu. Księża celebrują Mszę św. pod rozłożystym drzewem, a potem wszyscy zrzucamy buty i brodzimy w chłodnej, przejrzystej wodzie.

Niestety czas ruszyć dalej, przechodzimy do leżącego nieopodal kościoła w miejscowości Tabga („Siedem Źródeł”). To tu, wg tradycji Jezus rozmnożył 5 chlebów i 2 ryby, aby nakarmić zgromadzony tłum słuchających Go ludzi. Na posadzce tuż przed ołtarzem kościółka przedstawione są w najsłynniejszej chyba mozaice chleby i dwie ryby, a także wiele roślin i ptaków wodnych, cudownie ułożonych z kostek kamienia o różnorodnej, naturalnej barwie.

Następne miejsce to wznosząca się nieopodal Góra Ośmiu Błogosławieństw. Trochę za dużo ludzi, trochę za bardzo uporządkowany ogród, ale kościół z kopułą wypełnioną od wewnątrz gładką złotą mozaiką otoczoną ośmioma oknami wywołują kolejne wzruszenie. Tym bardziej, że siostra Miriam rozdaje każdemu do wylosowania jedno z ośmiu błogosławieństw. Niektórych od razu uderza trafność wybranego zdania, inni kontemplują je w spokoju i wracają do niego po kilku dniach, w czasie podsumowania wrażeń w przedostatni wieczór w Betlejem.

W południe czeka nas dość komercyjna wycieczka drewnianym stateczkiem po wodach Jeziora (łodzie jedna po drugiej wypływają z grupami z przystani w izraelskim kibucu), a potem obiad z rybą (i frytkami niekoniecznie św. Piotra) w przydrożnej także kibucowej restauracji.

Po południu docieramy do najdalej na północ, na zachodnim brzegu jeziora Tyberiadzkiego położonego, Kafarnaum. Była to niewielka osada rybacka, gdzie mieszkał Szymon i jego brat Andrzej, Jakub i Jan i gdzie celnikiem był Mateusz. Jezus przeniósł się do Kafarnaum z Nazaretu, tu mieszkał, nauczał w synagodze, i tu wydarzyło się za jego sprawą wiele cudów (wypędził złego ducha z opętanego, uleczył teściową Piotra, trędowatego, sługę setnika, paralityka, a także wskrzesił córeczkę Jaira). Miasto, które w naszych czasach już nie istnieje, jest tylko miejscem ruin i odwiedzających je turystów. Najlepiej zachowana jest żydowska Biała Synagoga, pamiętająca nauczającego Jezusa oraz wzniesiony w latach 90 XX-wieku kościół-mauzoleum nadwieszony nad fundamentami domniemanego domu świętego Piotra. Ale dla wielu z nas największe znaczenie ma ostatnie pół godziny, kiedy możemy zejść nad sam brzeg jeziora, usiąść, wpatrywać się w jego dal i chłonąć szum fal rozbijających się o wulkaniczne głazy.

Dzień czwarty, wtorek – DZIEŃ JORDANU I PUSTYNI JUDZKIEJ. Żegnając przyjazny hotel Rimonim w Nazarecie wyruszamy wczesnym rankiem na południe, wzdłuż doliny Jordanu, największej i jedynej rzeki przepływającej przez Ziemię Świętą. Jordanu właściwie nie widać, odgrodzony jest od szosy zasiekami, jako że stanowi strefę graniczną pomiędzy Izraelem i Jordanią, a poza tym ukryty jest głęboko w zapadlinie tektonicznej doliny ryftowej. Ale krajobraz zmienia się z każdym kilometrem – z pagórkowatej, zielonej Galilei wjeżdżamy pomiędzy żółte, suche, kamienisto-piaskowe wzgórza Judei, pozostawiając Samarię po prawej, zachodniej stronie autostrady. Około 9-tej rano jesteśmy już w okolicy Jerycha, i zjeżdżamy w jedno jedyne miejsce gdzie pielgrzymi mogą dotrzeć aż do samej rzeki. Upał, słońce i mętne wody wijącego się poprzez trzciny Jordanu. I znowu wielkie wzruszenie, odnawiamy bowiem nasze przyrzeczenia chrzcielne, a ksiądz Krzysztof i ksiądz Mateusz w wielkim pocie czoła polewają każdemu z nas (a potem sobie nawzajem) głowy wodą z Rzeki.

Mszy św. o ogrodzie franciszkańskiej szkoły w Jerychu wtórują skrzeczeniem przechadzające się tam pawie, chwila wytchnienia (upał, oj upał) na kawę i falafel w sklepie z pamiątkami znad Morza Martwego i już wyruszamy na wspinaczkę pustynną ścieżką do greckiego klasztoru św. Jerzego na Górze Kuszenia. Docieramy do skały na której diabeł kusił Jezusa po Jego 40-dniowym pobycie na pustyni Judzkiej dwukrotnie (kusząc Go po raz wtóry, zabrał Go na najwyższy narożnik świątyni jerozolimskiej). Skała ogładzona i za szybą, ale widoki z drogi do klasztoru zapierają dech w piersi i dają wyobrażenie o surowości pustyni Judzkiej i wyrzeczeniom na jakie narażeni byli Jezus i Jan Chrzciciel, którzy tam przebywali.

Krótki przystanek przy rozłożystej sykomorze – zapewne pra- czy wnuczce tej, na którą wspiął się Zacheusz, aby lepiej zobaczyć nauczającego Jezusa oraz rzut okiem z okien autobusu na zbocze z grotami u Qumran. W tej jednej o idealnie trójkątnym otworze (grota nr 4), odnaleziono zwoje z najstarszymi znanymi zapisami Biblii (Starego Testamentu). A potem już tylko bezpośredni kontakt z Morzem Martwym, zjeżdżamy na sam brzeg tego najniżej położonego na świecie zbiornika wodnego (lustro wody - 422 m. p.p.m.) i w dobrze zorganizowanym kąpielisku pławimy się w obrzydliwie słono-gorzkiej, acz ponoć leczniczej, wodzie. Jest całkiem miło, gdyż temperatura. powietrza to tylko 32 C, woda zaś, której jeszcze nie ogrzała pora sucha jest lekko orzeźwiająca (dwa tygodnie później siostrę Miriam i jej następną grupę powitała temperatura 47 C.). Na zakończenie dnia, udaje się siostrze Miriam namówić kierowcę, by podjechał do Betanii, znajdującej się po przeciwnej stronie Góry Oliwnej. Obecna z nami siostra Emanuela, betanka jest najbardziej wzruszona, gdy spełnia się jej marzenie i staje w niewielkim kościele upamiętniającym miejsce domu Łazarza, Marii i Marty.

Dzień piaty, środa – DZIEŃ BETLEJEM. Po nocy spędzonej już w Betlejem, w hotelu Paradis, poranną Mszę św. celebrujemy na Polu Pasterzy. Piękny ogród z częściowo pustynną roślinnością, groty i kościół o niezwykłej kopule pokrytej otworami, przez które przeświecające niebo przypominać ma gwiazdy nad pasterzami pilnującymi owiec w Noc Bożego Narodzenia. Później stajemy w wrót Bazyliki Narodzenia w Betlejem – wspaniałej kamiennej bazyliki, zbudowanej z polecenia cesarzowej Heleny, a przebudowanej w okresie Krzyżowców. Prawie dwie godziny spędzamy w nawie głównej odmawiając różaniec i czekając w wielojęzycznym tłumie na swoją kolej, aby wejść do Groty Narodzenia. Tam, trochę w pośpiechu, dotknięcie ręką pierwszego z tych świętych miejsc - świadków życia Jezusa – skały nad której przyszedł On na świat.

Czekanie to medytacja, modlitwa w świętym miejscu Narodzenia. Później przemykamy chroniąc się przed upałem do Groty Mlecznej, potem przekąska – chrupiący falafel na placu przed Bazyliką i zakupy w arabskim sklepie Ronny’ego przyjaciela Polaków. Zaraz potem, wczesnym popołudniem ruszamy w stronę Jerozolimy. Odwiedzamy Centrum Pamięci Holokaustu - Yad Vashem, a następnie przepiękną ukwieconą dolinę Ein Karem. To tu mieszkała Elżbieta z mężem Zachariaszem, wchodzimy więc najpierw do kościoła upamiętniającego narodzenie Jana Chrzciciela (tu także grota), a następnie wspinając się przeciwległym stokiem doliny, docieramy do kościoła Nawiedzenia – spotkania brzemiennych Marii i Elżbiety.

Dzień szósty, czwartek – DZIEŃ JEROZOLIMY, GÓRY OLIWNEJ I SYJONU. Rozpoczynamy na Górze Oliwnej, w kościele Pater Noster, w miejscu gdzie Jezus nauczył uczniów Ojcze Nasz. Słowa Modlitwy Pańskiej wypisane są tu na majolikowych tablicach w 62 językach świata. Następnie powoli schodzimy w kierunku doliny Cedronu, gdy nagle pojawia się przed nami panorama świętego miasta – otoczona białymi, kamiennymi murami Stara Jerozolima. Wielkie wzruszenie i niedowierzanie: a więc to już, naprawdę jesteśmy u wrót Jerozolimy. A wprost przed nami zamurowana od czasów średniowiecza Brama Złota, przez którą w Niedzielę Palmową triumfalnie wjechał do miasta Jezus.

Schodzimy dalej do kościółka Dominus Flevit, upamiętniającego miejsce, w którym Jezus zapłakał nad Jerozolimą, a wzniesionego w taki sposób, że przez okno w ścianie ołtarzowej, krzyż na nim ustawiony widziany jest dokładnie na tle złotej kopuły Meczetu Na Skale - obraz niezwykle wymowny. Schodzimy jeszcze niżej, do ogrodów Getsemani. Najpierw do groty, gdzie zasnęli uczniowie, potem do sąsiedniego kościoła Grobu Marii, gdzie wedle tradycji złożone było Jej ciało na czas od Jej Zaśnięcia aż do Wniebowzięcia. W końcu wchodzimy do kościoła Konania (Agonii), ale wcześniej uczestniczymy we Mszy św. wśród drzew oliwnych w jednym z ogrodów tuż obok.

Wrażeń jesteśmy już pełni, a tymczasem siostra Miriam i autokar podwożą nas pod jedną z bram Jerozolimy (Bramę Gnojną) i wchodzimy wprost pod Ścianę Płaczu, święte miejsce Żydów, jako że jest to jedyna pozostałość (ściana zachodnia) drugiej Świątyni Jerozolimskiej, zburzonej w 70 r. przez Rzymian i nigdy nie odbudowanej. Jesteśmy tutaj akurat w dzień Bar-Micwy, mamy więc okazje podglądnąć (kobiety zza ogrodzenia) obrzęd wprowadzający chłopców w dojrzałość religijną, kiedy po raz pierwszy mogą dotknąć Tory. Ruszamy dalej i po chwili stajemy przed Bazyliką Grobu Pańskiego, najświętszym miejscem dla nas, chrześcijan. Pierwsze zapoznanie się (jutro będziemy tu na dłużej) i idziemy dalej na sąsiednie wzgórze - Syjonu. To tu znajduje się symboliczny grób króla Dawida, oraz równie symbolicznie oznaczający miejsce Ostatniej Wieczerzy i Zesłania Ducha Świętego, gotycka sala Wieczernika wzniesiona w czasach Krzyżowców. Jakby wrażeń nie było dość, jeszcze neoromańska bazylika Zaśnięcia Marii Panny i w końcu kościół św. Piotra in-Gallicante, gdzie apostoł zaparł się Jezusa trzy razy zanim zapiał kogut. Patrzymy z tarasu na całą dolinę Cedronu i leżącą u naszych stóp dolinę Gehenny oraz rozległe wzniesienie Góry Oliwnej. Uświadamia nam to, jak długą drogę musiał przebyć Jezus po pojmaniu w Ogrodzie Oliwnym, zanim zaczęła się jego ostatnia droga, Droga Krzyżowa, i jak już wtedy musiał być umęczony (nie na darmo mawia się o niej od Annasza do Kajfasza).

Dzień siódmy, piątek – DZIEŃ DROGI KRZYŻOWEJ I ZMARTWYCHWSTANIA

Wyjeżdżając z Betlejem, po raz ostatni przejeżdżamy przez bramę w murze oddzielającym Autonomię Palestyńską od Izraela. Tak się składa, że ostatni dzień pielgrzymki to piątek, w my dziś mamy w planie Drogę Krzyżową. Przez Bramę Lwów wchodzimy do starej Jerozolimy na teren dzielnicy chrześcijańskiej i zaczynamy od kościoła św. Anny, w miejscu gdzie według tradycji stał dom Joachima i Anny (i gdzie urodziła się i dorastała Maria), a obok miejsce sadzawki Betesda i fragmenty cysterny bizantyńskiej. Kolejny przystanek i nasza codzienna Masza św. - w kościele Biczowania, a więc to już początek Via Dolorosa.

Idziemy później pod górę wąskimi, częściowo zadaszonymi uliczkami, brukowanymi wyślizganym białym kamieniem. Ruch jak co dzień, chociaż sklepiki jeszcze pozamykane, Żydzi i Muzułmanie mijają nas w obu kierunkach, a poszczególne stacje Drogi Krzyżowej prawie nie wyróżniają się z murów. Rezygnujemy z niesienia dużego krzyża, każdy z nas natomiast trzyma różaniec z krzyżykiem z drzewa oliwnego i w ten sposób symbolicznie niesie swój krzyż. Ostatnie stacje odmawiamy przy wschodniej ścianie bazyliki Grobu Pańskiego, na dziedzińcu klasztoru koptyjskiego i tamtędy wchodzimy do Bazyliki.

Wewnątrz, z pokorą ustawiamy się w kolejce i odmawiając różaniec posuwamy się wolno wokół sanktuarium Grobu Chrystusa. To czas na przygotowanie się do krótkiej chwili obecności w tym świętym dla nas miejscu. W końcu, każdy nisko się pochylając, wchodzi do wewnątrz, by dotknąć skały z której zmartwychwstał Jezus.

Kolejne wielkie przeżycie. Każdy ma czas, aby później dokładnie poznać wszystkie zakątki bazyliki – schodzimy do kaplicy i krypty Odnalezienia Krzyża przez cesarzową Helenę i indywidualnie spędzamy czas na skale Golgoty, w miejscu gdzie Chrystus skonał na Krzyżu.

Na pożegnanie, czas wolny na Starym Mieście, wędrujemy przez ciasne uliczki jerozolimskiego bazaru, kupujemy coś do jedzenia, kawę i wyciskany sok z pomarańczy, pamiątki i dewocjonalia. Potem siostra Miriam prowadzi nas jeszcze przez dzielnicę żydowską w miejsce, gdzie przebiegała główna ulica Jerozolimy (Cardo), dzień kończymy obiadem w dzielnicy ormiańskiej, potem jeszcze przejście wzdłuż murów i tzw. twierdzy Dawida, i autokarem do odległego o 50 min. jazdy Tel Awiwu, gdzie w chwili wejścia do samolotu kończy się nasze pielgrzymowanie.

(foto: Anna Baranowska, Leopold Łemczak, ks. Mateusz)

Anna Baranowska

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
230 0.046491861343384