12 kwietnia 2017

Samotny we wspólnocie, czyli słowo o celibacie

Wielkoczwartkowe świadectwo

Wyjaśnienie

Jakiś czas temu dostałem od wspólnoty młodzieżowej, której posługiwałem w mojej poprzedniej parafii koszulkę z napisem „Celibat – czujesz, że żyjesz”. Te słowa zwykłem żartobliwie powtarzać w sytuacjach, w których dziewczyny z grupy pokazywały swoje humory... Słowa te, jakkolwiek wypowiadane z uśmiechem na ustach (i wzbudzające śmiech – głównie męskiej części wspólnoty), sprowokowały mnie do pochylenia się na ten ważny dla każdego kapłańskiego istnienia temat.

Mrużąc oko

Jedna z najbardziej znanych humorystycznych anegdot o genezie celibatu mówi, że pewien mnich przepisując stare kodeksy najzwyczajniej w świecie pomylił się i „zjadł” literę „r” i przecinek ze zdania „będziesz żył w celi, bracie”. W ten sposób powstało „nowe” prawo „będziesz żył w celibacie”…

Serio

Żarty na bok, czas na poważną refleksję. Słowo celibat  pochodzi od łacińskiego coelebs i oznacza tyle co bezżenny, samotny. Leksykon duchowości katolickiej definiuje go jako „jeden z podstawowych obowiązków podejmowanych przez duchownych katolickich, polegający na dobrowolnym wyrzeczeniu się zawarcia małżeństwa dla posługi Bogu i Kościołowi niepodzielnym sercem”. Pierwsze słowa wypowiedziane przez Boga do człowieka brzmią: Bądźcie płodni, mnóżcie się i zaludniajcie ziemię (Rdz 1,28). Drugi opis stworzenia świata niejako kontynuuje tę myśl: Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam. Czytamy w Księdze Rodzaju (2,18). Uważny czytelnik Biblii pewnie postawi sobie pytanie: A co z celibatariuszami? Księża tego nie słyszą? Czyżby ich życie stało w sprzeczności z zadaniami postawionymi przez Stwórcę na samym początku dziejów… Jak owa samotność (wynikająca już z samego terminu celibat) ma się do przywołanych zdań z Księgi Rodzaju? Nie zrozumiemy tego bez odwołania się do Chrystusowego wykładu na temat bezżeństwa zanotowanego przez św. Mateusza (19,12): „…A jeszcze inni postanowili nie zawierać małżeństwa ze względu na królestwo niebieskie. Kto może pojąć, niech pojmuje”. Jezus od razu sugeruje, że idea życia w celibacie jest czymś trudnym do zrozumienia. Obecne czasy, chyba jak żadne inne, próbują zakwestionować sens tej starożytnej praktyki kościelnej. Włączając telewizor, radio czy Internet słyszymy wiele opinii na temat celibatu, zazwyczaj z ust osób mających tyle wspólnego z Kościołem, że mijają go w drodze do sklepu. „Celibat jest sprzeczny z naturą”, „Niemożliwe, że się TEGO nie robi”, „Tylu księży ma na boku kobietę”, „Na początku działalności Kościoła nie było celibatu”, „Celibat odstrasza od kapłaństwa młodych ludzi”, „Księża nie znają życia, bo nie mają własnych rodzin”, „Gdyby nie celibat nie byłoby problemu pedofilii w Kościele” – krzyczą postępowcy. A co Jezus na to? Kto może pojąć niech pojmuje… To prawda, że wymaganie celibatu nie jest dogmatem a kwestią prawną. I wcale nie jest wykluczone, że kiedyś celibat zostanie zniesiony – nie będzie to bynajmniej w sprzeczności z Ewangelią. Tylko czy nie zuboży jej rozumienia...

Święcenia to nie „delete”

Rozważając decyzję o wstąpieniu do seminarium i w czasie studiów, gdy myślałem sobie o życiu kapłańskim, o trudnościach, jakie mogą się w nim pojawić największe widziałem właśnie w samotnym życiu. Jak to będzie – myślałem sobie – wracam do domu, a tam cisza, nie ma żony, nie ma dzieci, nie ma komu się wyżalić, że w szkole nie poszło, że proboszcz nawrzeszczał. Nie ma radości z czekania na narodziny dziecka, nie ma szczęścia z obserwowania podobieństwa jego oczu do moich… Czy po ponad dziewięciu latach (cóż to jest…) życia w celibacie wątpliwości zniknęły? Chyba nie. Na pewno nie. Gdyby ich nie było w życiu księdza, świadczyłoby to o „nie-człowieczeństwie” takiego mężczyzny. Pragnienie wspólnoty z kobietą, chęć bycia ojcem i wszystko inne z tym związane jest wpisane bardzo głęboko w serce każdego mężczyzny. Święcenia kapłańskie nie działają jak przycisk „delete”. Tych pragnień nie można wykasować.

To jak z tym jest u księdza?

Przecież nie jest dobrze, żeby człowiek był sam. Dokładnie tak. Każdy ksiądz się zgodzi z tym zdaniem – wszak to z Pisma Świętego. Ale warto tu rozróżnić między byciem samym (osamotnionym), a byciem samotnym. Życie człowieka osamotnionego, wyobcowanego ze społeczności (rodzinnej, zawodowej, sąsiedzkiej, klasowej czy innej) to prawdziwa męczarnia. I jako takie nie podoba się Bogu, bo On chce naszego szczęścia. Dlatego Stwórca postanowił, by człowiek tworzył wspólnotę z drugim. Największe pragnienie człowieka to kochać i być kochanym. A to dlatego, że człowiek realizuje się najpełniej w relacji do drugiego człowieka. Ktoś, kto tego nie czuje jest degeneratem. Wzorem życia dla drugiego jest oczywiście Jezus. Żył On w celibacie – żył samotnie, ale nie był osamotniony. Na każdej stronie ewangelii możemy przeczytać o spotkaniach Jezusa i z pojedynczymi ludźmi i z całymi (wcale nie małymi) tłumami. Można powiedzieć, że żył w nieustannym spotkaniu z drugim człowiekiem. I, co najważniejsze, był DLA niego. Kapitalnie tę relację Jezusa do Kościoła (greckie słowo Ekklessia oznaczające Kościół jest rodzaju żeńskiego, stąd warto ten fragment czytać mając na uwadze, fakt, że Kościół jest Małżonką Chrystusa) ujmuje św. Paweł: Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany (Ef 5,25-27). Jezus po ludzku był szczęśliwy, bo realizował siebie, swoją misję. Ksiądz jeśli uczciwie podchodzi do swojego powołania (czyli jest dla drugiego człowieka – dla Kościoła – Oblubienicy, na wzór Chrystusa) także żyje samotnie, ale nigdy nie będzie osamotniony.

Samotność? Nie za darmo…

Natura nie znosi próżni – mówi stare porzekadło. Duchowość też nie. Czy Jezus ma coś w zamian za poświęcenie (w sensie „złożenie ofiary”) tak ważnej części swojej osobowości? Podobne pytanie zadali uczniowie Jezusowi (Mt 19,27-30): Oto my zostawiliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Co za to otrzymamy? Odpowiedź Mistrza jest bardzo konkretna: Każdy kto ze względu na Mnie opuści dom, braci, siostry, ojca, matkę, dzieci lub pole stokroć więcej otrzyma i będzie miał udział w życiu wiecznym. Opuścić dom, braci, siostry, ojca, matkę, dzieci i pole nie oznacza wcale fizycznego zerwania kontaktu z rzeczywistością przed-kapłańską – wykasować z telefonu numery komórek rodziny i kolegów z liceum, czy zlikwidować konto na fejsie. „Opuszczenie domu” to zmiana mentalności, nowy sposób myślenia. To zwrócenie się od rzeczy przemijających, ku sprawom ponadczasowym. Ktoś kiedyś ładnie wytłumaczył czerń sutanny noszonej przez księży: czarny to kolor wdowieństwa, bezużyteczności. Ujmując rzecz powierzchownie, ksiądz dla świata jest bezpłodny – w sensie fizycznym nie daje mu nic.

Otrzymać stokroć więcej oznacza natomiast zebrać owoc będący rezultatem przełożenia akcentów z priorytetów ważnych w sferze doczesnej na te z płaszczyzny mistycznej: cieszyć się nie tyle z radości przebywania z żoną, co z rozwoju Kościoła, który jest dla mnie Oblubienicą; cieszyć się nie tyle z radości przekazywania życia doczesnego nowemu człowiekowi, a z możliwości przekazania wiary przez głoszenie Słowa i sakramenty będące początkiem życia wiecznego; widzieć radość nie w wyszukiwaniu cielesnych podobieństw małego człowieka do mnie samego, ale jego duszy do Chrystusa. Jezus mówi o nagrodzie w niebie. Ja ją dostaję już na ziemi. Cieszy mnie to, że dzieci z przedszkoli, w których uczyłem potrafią nie tylko się przeżegnać, ale przyprowadzić do kościoła rodziców, że młodzież, która niechętnie wyjeżdżała na rekolekcje przed bierzmowaniem pyta kiedy będą następne… Niezrozumiałe są powody mojej radości? Cóż, kto może pojąć niech pojmuje. Kolejny powód do uwielbienia Boga na wzór Jezusa: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi a objawiłeś je prostaczkom.

Wracając do koszulki

W gruncie rzeczy widzę głęboki sens w zdaniu umieszczonym na mojej koszulce od młodzieży. I to prawdziwy, a do tego na poważnie. I ma on dla mnie osobiste znaczenie. Tyle, że z krótkim, a jakże ważnym dopowiedzeniem: Celibat – czujesz, że żyjesz z Bogiem.

ks. Krzysztof Borysewicz

 

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
230 0.065015077590942