Nareszcie wakacje! Czterdzieści dwoje dzieci (w większości z naszej parafii) rozpoczęła 25 czerwca czas swojego odpoczynku w urokliwych Bieszczadach. Zapraszamy do śledzenia naszych poczynań za pośrednictwem niniejszej strony. Krótkie relacje z każdego dnia będą pojawiały się tutaj późnym wieczorem (a niewykluczone, że w nocy) ;) Dodawane będą również zdjęcia do galerii – najświeższe zawsze na końcu zbioru.
DZIEŃ DZIESIĄTY
Dzieci rodzicom zawsze oddawać :)
Dzień powrotu! Dla niektórych „wreszcie”, dla innych „już”… Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyłożyli rękę do tego, by nasz wyjazd doszedł do skutku i odniósł taki sukces: rodzicom, wychowawcom grup – pani Kasi, pani Dominice i panu Tomkowi, pani Honoracie, naszej pielęgniarce; panu Rysiowi, kierowcy; pani Magdzie, naszej bieszczadzkiej przewodnicze oraz wszystkim pracownikom zajazdu Pod Sosnami. Niech Bóg Wam błogosławi!
Ad maiorem Dei gloriam!
DZIEŃ DZIEWIĄTY
…albowiem oni miłosierdzia dostąpią
Ostatni dzień naszego pobytu w Bieszczadach wcale nie przyniósł taryfy ulgowej. Wręcz przeciwnie! Z samego rana wyruszyliśmy w okolice Ustrzyk Górnych, by zdobyć kolejne szczyty. Mała Rawka, od której rozpoczęliśmy, okazała się nie taką wcale małą… Po dość stromym podejściu dotarliśmy na szczyt, by potem granią przejść na Wielką Rawkę, a następnie na Krzemieniec, czyli wyjątkowe miejsce, gdzie zbiegają się granice trzech państw: Polski, Ukrainy i Słowacji. Po powrocie do ośrodka, w ramach kolacji świętowaliśmy zakończenie naszych kolonii przy grillu. Nie zabrakło podziękowań, pamiątek, wspominek i wzruszeń. Z niecierpliwością czekamy na jutrzejsze, wieczorne spotkanie z rodzicami.
DZIEŃ ÓSMY
Strapionych pocieszać
Dziś poczuliśmy świąteczną atmosferę niedzieli: późniejsza pobudka, Msza św. w intencji dzieci i ich rodzin w parafialnym kościele w Lesku, potem słodkie chwile w cukierni, obiad… Niestety pogoda zmusiła nas do przesiedzenia popołudnia i wieczora w murach ośrodka. Jednak w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że się nudziliśmy. Poznaliśmy wzruszającą historię chłopca chorego na raka, który pisał listy do Boga (taki też tytuł miał oglądany przez nas film), potem wzięliśmy udział w multimedialnym quizie z wiedzy o Bieszczadach i naszych koloniach. Po kolacji – planszówki J No i zbieramy siły na kolejny dzień. Będzie intensywnie…
DZIEŃ SIÓDMY
Nieumiejętnych pouczać
Dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem aktywnego wypoczynku. Zaczęliśmy od przejazdu drezynami rowerowymi. Ta dość nowa bieszczadzka atrakcja przysporzyła nam wiele radości. Po przejechaniu ośmiokilometrowego odcinka udaliśmy się jeszcze na punkt widokowy w nieczynnym, pobliskim kamieniołomie. Podziwialiśmy stąd panoramę. Wieczór to radosna integracja… J
Św. Karol Boromeusz uczy nas dzisiaj jak ważną rzeczą jest dbać o intelektualny rozwój naszej wiary.
DZIEŃ SZÓSTY
Urazy chętnie darować
Właśnie mija najtrudniejszy dzień naszego wyjazdu. Z samego założenia miał taki być, gdyż na dziś postanowiliśmy zmierzyć się z najwyższym bieszczadzkim szczytem (znajdującym się po polskiej stronie granicy), czyli z Tarnicą (1346 m. n.p.m.). Jednak trudności dzisiejszego dnia przerosły nasze najśmielsze oczekiwania... A więc od początku. Dzień zapowiadał się całkiem spokojnie: śniadanie, punktualny wyjazd, piękna pogoda, dopisujące humory… Kierunek: Wołosate, gdzie zaczyna się szlak. Krótka wizyta na pobliskim cerkwisku, opowieść o dźwigu-żurawiu i w drogę… Pot się leje, bo ciepło, kanapek ubywa z plecaka, butelki wody też jakby bardziej puste, aż tu nagle… grzmot, potem błysk i decyzja, by zawrócić. Idziemy się do znajdującej się kilkanaście minut drogi wstecz wiaty, by przeczekać coraz bardziej nasilający się deszcz. Po kilkudziesięciu minutach ulewa ustępuje, na niebie pojawia się piękne słońce, ziemia jakby „na oczach” wysycha. Idziemy dalej. Skwar leje się z nieba. W strugach potu docieramy na Tarnicę. Kanapka, zdjęcie i z powrotem. Mijamy wiatę, która dała nam schronienie pod górę i… się zaczęło. Na niebo wracają chmury. Ciemne. Nie było mżawki, ani kropienia. Od razu oberwanie chmury. Nie tylko deszcz. Grad. Dużo gradu. Wielkości kuleczek oziminy. Chętnie goszczące nas szlaki w drodze na szczyt zmieniają się w prawie że rwące strumienie. A w strumieniach my. Szkoda czasu na szukanie suchego miejsca, czy choćby kamienia gdzie można by ustawić nogę. Nie ma sensu zakładanie płaszcza przeciwdeszczowego. Już nic nie ma znaczenia. Byle jak najszybciej znaleźć się w autokarze. Mokre dosłownie wszystko... Zaczyna się przejaśniać. Nadal pada. Już tylko kropi. Ziemia paruje. Słońce coraz odważniej próbuje przebić się przez ołowianą zasłonę. Po ponad godzinie docieramy do autokaru. Ściągamy przemoczone ubrania, wrzucamy je do luku bagażowego. W aucie cieplutko. Po drodze wizyta w aptece i wykupienie całego zapasu witaminy C. Zaczynamy się śmiać i śpiewać. Dzięki Bogu wszystko kończy się szczęśliwie, a wydarzenie okrzykujemy mianem wakacyjnej przygody. Kolacja, „wypakowanie” bagażnika i wieeeeelkie pranie i suszenie (poświęca się nasza pielęgniarka, która do późnych godzin nocnych pełni dyżury przy pralce i sznurze do suszenia). Dzień wieńczy Msza święta, a w jej trakcie refleksja nad urazami, które chętnie powinniśmy darować. Nauczycielem tej trudnej sztuki jest św. Dominik Savio.
DZIEŃ PIĄTY
Modlić się za żywych i umarłych
Po wczorajszym intensywnym dniu, dziś daliśmy odpocząć naszym nogom… Był za to wysiłek intelektualny. Przeżyliśmy „żywą” lekcję historii w Skansenie Budownictwa Ludowego w Sanoku. Dzięki przeniesionym z różnych części Polski budowlom oraz makietom w skali 1:1 wykonanym na podstawie odkryć mogliśmy przekonać się jak wyglądało życie w naszej Ojczyźnie. Po blisko trzygodzinnym spacerze, dobrze nam wszystkim zrobił przysłowiowy łyk kwasu chlebowego. Po obiadowej przerwie relaksu ciąg dalszy. Tym razem w pobliskim basenie. Wrażeń dzisiejszego dnia dopełniło wspólne oglądanie meczu Polska – Portugalia.
Dzięki naukom św. Teresy od Dzieciątka Jezus dowiedzieliśmy się jak ważną rzeczą w życiu chrześcijanina jest modlitwa wstawiennicza za żywych i umarłych.
DZIEŃ CZWARTY
Grzeszących upominać
Dziś poczuliśmy klimat Bieszczadów. I duchowo i fizycznie. Większość z nas (na razie przynajmniej) odczuła siłę tego drugiego rodzaju wrażeń. Nieprzyzwyczajeni do marszów blokersi zdobyli Połoninę Wetlińską (1228 m n.p.m.) z charakterystycznym schroniskiem nazywanym przez turystów Chatką Puchatka. Następnie granią przemierzyli jej szlak w kierunku Wetliny. Duchowe wspomnienia będą dawały radość, gdy przeminą zakwasowe dolegliwości… Moczenie zmęczonych nóg w rwącym strumyku wpłynęło jednak nieco kojąco na naszych milusińskich. Po solidnym myciu (już w ośrodku) relaksowaliśmy się przy… przygotowaniach do jutrzejszego meczu Polska-Portugalia.
Św. Jan Chrzciciel uczył nas jak upominać grzeszących. Okazuje się, że nie jest to wcale łatwa sztuka…
DZIEŃ TRZECI
Krzywdy cierpliwie znosić
Pogoda postanowiła nie odpuszczać, przynajmniej z rana – padało jeszcze bardziej niż dnia poprzedniego… Jednak znając zamiary aury, udało się nam ją przechytrzyć. Przedpołudnie spędziliśmy na grupowych zabawach integracyjnych, zaś wycieczkowe plany przesunęliśmy na czas poobiedni. I udało się. Zaporę na Jeziorze Solińskim, spacer po ogrodzie biblijnym w Myczkowcach, elektrownię w Zwierzyniu i kapliczkę z cudownym źródełkiem zaliczyliśmy zupełnie… susi, w całkiem nienajgorszych humorach…
Cierpliwe znoszenie krzywd to kolejna Jezusowa cecha, którą chcemy adaptować w naszym życiu. Pokazała nam to bł. Karolina Kózka.
DZIEŃ DRUGI
Wątpiącym dobrze radzić
Pogoda zdecydowanie nie była dziś naszym sprzymierzeńcem. Tragedii nie było, aczkolwiek całodzienna mżawka potrafi być uciążliwa… To dzięki niej niejeden z nas doświadczył błotnej kąpieli… Niemniej jednak zrealizowaliśmy nasze plany. Po śniadaniu wyruszyliśmy autokarem w kierunku nieistniejącej wsi Łopienka. Zanim tam dotarliśmy, mieliśmy okazję poznać „na żywo” metodę wypalania węgla drzewnego. Pani przewodnik nie poskąpiła informacji na temat jego zastosowania… We wspomnianej wiosce zwiedziliśmy jedyny pozostały w niej budynek – cerkiew, pełniącą funkcję kościoła. We wnętrzu świątyni znajduje się cudowna ikona Maryi, Matki Pięknej Miłości. Uwagę dzieciaków przykuła sąsiadująca z budowlą najstarsza bieszczadzka lipa (ma ponad 300 lat!) z ogromną dziuplą w kształcie… postaci z ikony (czy jest tak faktycznie, można porównać na zdjęciach). Na parkingu czekała nas niespodzianka – spontaniczny występ bieszczadzkiego zakapiora. Po powrocie Msza święta i pogodny, a nawet bardzo pogodny wieczór.
A św. Jan de la Salle nauczył nas dzisiaj jak można naśladować Jezusa w radzeniu wątpiącym.
P.S. Komentując dzisiejszy dzień nie można nie wspomnieć o inicjatywie grupy chłopców, którzy założyli pewien zielny biznes… Spokojnie, to tylko przetwórstwo mięty ;)
DZIEŃ PIERWSZY
Naśladować Jezusa
Pierwszy dzień naszych górskich wojaży spędziliśmy dość spokojnie – zapoznawaliśmy się ze sobą, z terenem i z obowiązującymi na naszych koloniach zasadami… Był czas zabaw integracyjnych i zajęć sportowych; była chwila wytchnienia i był film. Punktem kulminacyjnym dnia była oczywiście Msza św. sprawowana… o mało co w kościele ;) Mimo, że nie udało nam się dotrzeć na parafialną Eucharystię, wizyta przy świątyni przypomniała nam hasło trwającego Roku Miłosierdzia (zob. zdjęcie). Podczas tegorocznych wakacji zastanawiamy się bowiem nad tematem… a jakże! MIŁOSIERDZIA! Zgodnie z życzeniem papieża Franciszka rozważamy, co znaczy Błogosławieni miłosierni… Dziś ustaliliśmy, że chodzi tu przede wszystkim, by mieć dobry wzorzec. Dla nas może on być tylko jeden - Jezus. Co znaczy naśladować Go? Powiedział nam dziś w Ewangelii.