14 kwietnia 2024

Myśli wokół Słowa

III Niedziela Wielkanocna

Tomasz Snarski - prawnik (doktor nauk prawnych, adwokat, adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego). Poeta i filozof, publicysta. W naszej parafii pełni posługę szafarza nadzwyczajnego Komunii świętej. 


21 kwietnia 2024, Czwarta Niedziela Wielkanocna
LITURGIA SŁOWA: I czytanie Dz 4, 8-12; Psalm Ps 118 (117), 1bc i 8-9. 21-23. 26 i 28
(R.: por. 22); II czytanie 1 J 3, 1-2; Ewangelia J 10, 11-18

Ewangelia
Jezus powiedział: «Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce.
Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc
nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik
ucieka, dlatego że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym
pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja
znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody.
I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden
pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać. Nikt
Mi go nie zabiera, lecz Ja sam z siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów
odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca».

Wokół liturgii Słowa

Trwamy w okresie wielkanocnym, w którym dziś Słowo Boże przekazuje
nam prawdę o Jezusie, który jest dobrym pasterzem. Lecz o co tutaj chodzi? Kogo
nazwiemy dobrym pasterzem? Kogo nazwiemy dobrym ojcem, kapłanem, przyjacielem,
przewodnikiem, opiekunem? Jezus daje nam dzisiaj niezwykle lapidarną, ale i
jednoznaczną definicję pasterza, który jest dobry: „Dobry pasterz oddaje życie swoje za
owce”. A zatem dobry pasterz daje wszystko, daje maksimum tego, co możliwe do
ofiarowania, daje siebie samego. Dobry pasterz kocha bezmiernie i bezgranicznie troszczy
się o swoje owce, także (a może przede wszystkim) o te, które zaginęły i które trzeba
odnaleźć. I rzeczywiście, Jezus prawdziwie oddał swoje życie za nas na drzewie Krzyża.
Myślę, że dzisiaj możemy też powiedzieć o Bożej Opatrzności. Jesteśmy
przecież pod ustawiczną opieką Boga. Warto spojrzeć na nasze życie nie tylko z
perspektywy pojedynczej owcy, lecz z perspektywy pasterza. Albo inaczej: warto łączyć

jedno i drugie spojrzenie. Ileż tymczasem w naszej codzienności niepokoju, lęku,
zmartwień, trosk? Ileż rozterek, co zrobić, jak zrobić, czego unikać, co wybierać? Dzieje
się tak, bo gubimy z oczu, kto jest naszym pasterzem, tracimy z oczu Jezusa. A gdyby tak
te wszystkie sprawy powierzać w zaufaniu Jezusowi? Czy czynimy tak? Czy potrafimy
zaufać w sytuacji nawet najbardziej trudnej, najbardziej po ludzku „pozbawionej
nadziei”? Nie chodzi o to, by pozbyć się wszelkich trosk czy kłopotów. Nie chodzi o to,
by bagatelizować zmartwienia. Chodzi o to, by umieć im nadać odpowiednie znaczenie,
by zauważyć, że nie jesteśmy z nimi sami.

Co jeszcze jest ważne w relacji „pasterz – owce”? By owce słuchały głosu
pasterza, by mu ufały, a także, by z tej relacji „pasterz – owce” rodziły się także dobre i
trwałe więzi między owcami. Przypomniał o tym pięknie papież Franciszek podczas
rozważań przed modlitwą Regina Coeli 12 maja 2019 roku, gdy mówił m.in.: „Słuchanie i
rozpoznawanie Jego głosu oznacza bowiem zażyłość z Nim, która umacnia się na
modlitwie, w szczerym spotkaniu z Boskim Nauczycielem i Pasterzem naszych dusz.
Zażyłość ta umacnia w nas pragnienie pójścia za Nim, wychodząc z labiryntu błędnych
dróg, porzucając zachowania egoistyczne, aby wyruszyć na nowe drogi braterstwa i daru z
siebie, na Jego podobieństwo. Nie zapominajmy, że Jezus jest jedynym Pasterzem, który
do nas mówi, zna nas, daje nam życie wieczne i nas strzeże”.

O tym, jak bardzo ważna jest dla chrześcijan prawda, że Jezus jest dobrym
pasterzem, symbolicznie przypominają też jedne z pierwszych wizerunków Jezusa,
pochodzące z II i III wieku, a wśród nich choćby te zachowane w katakumbach w Rzymie
(katakumby św. Kaliksta, katakumby św. Pryscylii, katakumby Domitylli).
Wczesnochrześcijańska sztuka ukazuje Jezusa jako dobrego pasterza, niosącego owcę na
swoich ramionach, a także tego, wokół którego gromadzą się owce. Ta ikonografia jest
pięknym świadectwem wiary, ale też może warto dzisiaj potraktować ją jako wyzwanie,
by starać się wciąż na nowo odkrywać piękno Jezusa i Jego przesłania. By nie
przyzwyczajać się do tego, co dobrze znamy, ale by nieustannie powracać do
najpiękniejszych treści naszej wiary.

Trzeba zatem, by każdy chrześcijanin starał się poznać dobrego pasterza, by
nie ustawał w poznawaniu Jezusa. „O co dokładnie chodzi?” – ktoś może zapytać. –
„Przecież znamy Jezusa” – ktoś inny dopowie. A tymczasem bp Wacław Świerzawski

niezwykle celnie pisał w swojej książce pt. „Pierwszy umiłował. Mystagogia świętego
Jana Ewangelisty” (Sandomierz, 2003): „Ale poznawać Chrystusa znaczy: coraz bardziej
uczestniczyć w Jego życiu. Biblijny termin „poznać” oznacza doświadczenie
egzystencjalne. A więc nie sam tylko proces intelektualny, ujęcie czysto rozumowe,
analizowanie idei abstrakcyjnych – lecz witalny kontakt angażujący całego człowieka.
Poznawać to mieć kontakt z drugim. (…) Poznać Boga to znaczy być z Bogiem”.
Zadajmy sobie zatem pytanie: jak dobrze znam Jezusa? Zadajmy sobie pytanie nie tyle o
to, ile wiem o Bogu, ale ile Jego obecności w swoim życiu doświadczyłem i
doświadczam.

I jeszcze jedno. Módlmy się dzisiaj o dobrych pasterzy, na wzór
Chrystusowy. Prośmy, by w Kościele, w żadnym zakątku świata nie zabrakło powołań,
zdolnych do miłości pasterskiej, o której tak wymownie napisał św. Jan Paweł II w jednej
z posynodalnych adhortacji apostolskich z 1992 roku: „Wewnętrzną zasadą, cnotą
ożywiającą i kierującą życiem duchowym kapłana, który wzoruje się na Chrystusie
Głowie i Pasterzu, jest miłość pasterska, uczestnictwo w miłości pasterskiej samego
Jezusa Chrystusa: darmo otrzymany dar Ducha Świętego, a jednocześnie zadanie i
wezwanie do odpowiedzialnej i wolnej odpowiedzi prezbitera. Miłość pasterska jest
przede wszystkim darem z siebie, całkowitym darem z siebie dla Kościoła, na obraz daru
Chrystusa i we współudziale w nim”.

Spójrzmy także, że odczytywany dziś w drugim czytaniu fragment z
Pierwszego Listu św. Jana Apostoła podkreśla, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Pisze św. Jan
Apostoł: „Najmilsi: Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani
dziećmi Bożymi, i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie
poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło,
czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go
takim, jakim jest” (1 J 3,1-2). Zatem więź między Bogiem a ludźmi jest nie tylko relacją
pasterską, wspólnotową, relacją „pasterz – owce”, ale też, a może nawet przede
wszystkim jest relacją „rodzic – dzieci”, relacją rodzinną. Tak, jesteśmy rodziną Pana
Boga. Czy potrafimy myśleć w ten sposób? Przywołany już wyżej bp Wacław
Świerzawski pisał także i o tej perspektywie, wskazując, że: „Podczas Mszy świętej
odmawiamy modlitwę „Ojcze nasz”. Trzeba, byśmy z całą świadomością, coraz
pełniejszą, tę modlitwę wypowiadali z pozycji Chrystusa, pierworodnego Syna, my „w

Synu synowie”. To jest największe słowo, jakie zna religia: Ojcze – móc mówić do
Boga”.

Książka tygodnia

Dzisiejsza rekomendacja to wspomniana już wyżej książka bpa Wacława
Świerzawskiego (1927-2017) pt. „Pierwszy umiłował. Mystagogia św. Jana Ewangelisty”
(HODIE, Wydawnictwo Diecezjalne, Sandomierz 2003). Słowo „mystagogia”
(mistagogia) oznacza „wprowadzenie w tajemnicę”, wtajemniczenie chrześcijańskie.
Książka jest przepięknym, obszernym komentarzem do Ewangelii św. Jana. Jak napisał bp
Wacław Świerzawski: „Pierwszy umiłował jako tytuł książki jest także tezą i propozycją –
dodajmy od razu, by nie stwarzać nieporozumień: jedną z wielu możliwych – ujęcia
wiodącego wątku Ewangelii Jezusa Chrystusa według św. Jana”. Sądzę, że książka ta
może być znakomitym rozwinięciem naszych dzisiejszych rozważań o Jezusie – dobrym
pasterzu, który oddał swoje życie za swoje owce. O Bogu, który „pierwszy umiłował”.
O nieskończonej i niezgłębionej miłości Boga.

Cytat:
„Kapłan ma również być ludowi chrześcijańskiemu dobrym pasterzem, za przykładem
swego Mistrza i Pana winien oddać życie za owieczki swoje. Tak dobry pasterz kocha swe
owieczki, a ta miłość zapala go do najpiękniejszych ofiar i wysiłków”
Jacek Hoszycki OFM

14 kwietnia 2024, Trzecia Niedziela Wielkanocna

LITURGIA SŁOWA: I czytanie Dz 3, 13-15. 17-19; Psalm Ps 4, 2. 4 i 9 (R.: por. 7b); II czytanie 1 J 2, 1-5; Ewangelia Łk 24, 35-48

EWANGELIA

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!» Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich. Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma. I rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego».

Wokół liturgii Słowa

„Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba” – odnotowuje dziś św. Łukasz Ewangelista. A my? Czy poznajemy Jezusa w drodze naszej codzienności? Czy potrafimy rozpoznać Go w bliźnim, ale i na modlitwie? Czy rozpoznajemy Go spojrzeniem serca? I wreszcie, czy widzimy Go przy łamaniu chleba, w każdej Eucharystii? A przecież apostołowie mimo spotkania Jezusa w drodze do Emaus, mimo że już Go poznali, wciąż byli targani wątpliwościami. Jezus nie zostawił ich z tym niepokojem. Jezus nie zostawia także nas. Może się przecież zdarzyć, że nasze wątpliwości nie wynikają z nieufności, ale raczej z pewnego, nazwijmy to, zawstydzenia i zdumienia zarazem. Czy naprawdę Bóg jest tak dobry, że wciąż daje się nam dotykać? Że daje nam się cały, totalnie? Że wciąż łamie dla nas chleb? Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby katolicy naprawdę wierzyli w realną obecność Jezusa w Eucharystii, toby przekraczali próg świątyni na kolanach, a każda bliskość Jezusa obecnego w tabernakulum byłaby dla nich przeżyciem wręcz nie do opowiedzenia. Bo jak opowiedzieć o spotkaniu z Bogiem? Dlatego pewien niepokój serca, pewne niedowierzanie, paradoksalnie płynące z wiary, może spotykać także nas, współcześnie. 

Czasem możemy myśleć, jak bardzo błogosławione było życie apostołów, którzy spotkali żyjącego Jezusa, zarówno przed, jak i (a może przede wszystkim) po zmartwychwstaniu, a my – owszem nasze życie też jest pełne łaski, mamy sakramenty, Kościół żyje, ale… Tymczasem Jezus w dzisiejszej Ewangelii chce ukoić także nasz niepokój, nasze wątpliwości. I dlatego potrzebujemy dzisiaj tych słów Łukaszowej Ewangelii, by usłyszeć od Jezusa: „Pokój wam!”. Naprawdę nie musimy się trwożyć, naprawdę u Boga niemożliwe staje się możliwe. Naprawdę Jezus pokazuje nam swoje „ręce i nogi”, daje nam się żywy. Łamie dla nas chleb. I nieustannie zaprasza nas do wspólnej uczty. Pokój, który Jezus dał apostołom, to pokój, którego nikt nie może dać i którego uczestnikami jesteśmy i my. 

Gdy rozważałem dzisiejszą Ewangelię, przyszły mi do głowy słowa współczesnej pięknej polskiej pieśni religijnej autorstwa Zofii Jasnoty: „Ciągły niepokój na świecie, Wojny i wojny bez końca. Jakże niepewna jest ziemia, Jękiem i gniewem drgająca./Pokój zostawiam wam, Pokój mój daję wam, Nie tak jak daje dzisiaj świat, Powiedział do nas Pan. /Ciągły niepokój w człowieku, Ucieczka w hałas, zabawy. Szukamy wciąż nowych wrażeń, A w głębi ciszy pragniemy./ Pokój budować na co dzień, W sobie, w rodzinie, przy pracy, Nasze mozolne wysiłki, Pan swoją łaską wzbogaci./ Błogosławiony jest człowiek, Pokój niosący dokoła, Słowom Chrystusa wierzący, Których nic zmienić nie zdoła”. A zatem, wierzmy słowom Chrystusa, uwierzmy, że obdarza nas pokojem. Niech odpowiedzią na nasze wątpliwości będzie przylgnięcie do pokoju Chrystusowego. Także ogromna radość, która wypływa ze Zmartwychwstania, może się wiązać z obawą – czy zdołamy udźwignąć niewyrażalną wspaniałość zaproszenia do nowego życia ze Zmartwychwstałym. Owszem, jest to możliwe, nie dzięki naszym wysiłkom, ale dzięki pokojowi, który On nam ofiarował. Wtedy, apostołom, zaraz po zmartwychwstaniu. I dzisiaj nam, w Kościele, w każdej Eucharystii, w każdym z Nim spotkaniu. 

Warto dzisiaj zapytać samego siebie: a jak w moim życiu z przyjęciem pokoju Chrystusowego? Czy umiem radować się swoją wiarą? Czy raczej moje dni wypełnione są niepokojem, a sam jestem wciąż targany wątpliwościami czy też raczej wątpliwości bądź niepokój przezwyciężam dzięki relacji z Jezusem? Jakże bardzo świat dzisiaj potrzebuje pokoju! Dlatego nie czekajmy na jutro, działajmy już dziś, by ten pokój stał się nie jakimś utopijnym projektem, lecz realnością. Ktoś może zapytać: lecz co jednostka tak naprawdę może zrobić? Otóż może zmienić cały świat zaczynając od zmiany siebie. Od przemiany serca. Od przylgnięcia do Zmartwychwstałego. Czasem odwracamy tę perspektywę. Wydaje nam się, że trzeba zacząć od rzeczy wielkich, bądź – co gorsza – od wpływania na innych. A tymczasem raz jeszcze powtórzmy: warto i trzeba zacząć od rewolucji w naszym sercu. Ta, zdawałoby się, mała rzecz, może być najważniejszą sprawą w świecie, zdolną do przywrócenia pokoju. Własnym sercem pełnym pokoju możemy zdziałać o wiele więcej niż słowami, deklaracjami czy przekonywaniem innych. 

W Encyklice „Pacem in terris”, wydanej w okresie wielkanocnym w 1963 r., św. Jan XXIII przypomniał: „W odprawianych podczas tych dni świętych obrzędach rozbrzmiewa ten sam głos: »Powstawszy Jezus Pan nasz, stojąc pośrodku uczniów swoich powiedział: Pokój wam, Alleluja - uradowali się uczniowie, ujrzawszy Pana«. Chrystus zatem przyniósł nam pokój i pokój pozostawił: »Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka«. Módlmy się więc gorąco do Boskiego Odkupiciela o pokój, jaki nam przyniósł. Niech On sam usunie z serc ludzkich wszystko, co może ten pokój naruszyć, i niech uczyni wszystkich świadkami prawdy, sprawiedliwości i miłości braterskiej. Niech ponadto oświeci Swym światłem umysły przywódców narodów, aby zapewniali obywatelom – wraz z należnym im dobrobytem – także i wspanialszy dar bezpiecznego pokoju. A wreszcie niech Chrystus nakłoni wolę wszystkich ludzi do zburzenia dzielącej ich zapory, do umocnienia więzi wzajemnej miłości, do zrozumienia innych, do przebaczenia wreszcie tym, którzy wyrządzili im krzywdę. Niech pod Jego działaniem i przewodnictwem wszystkie narody połączy więź braterstwa i niech wśród nich rozkwita i panuje bezustannie tak bardzo upragniony pokój”. 

Cytat:

„Pokój jest dobrem, które należy wprowadzać poprzez dobro: jest on dobrem dla poszczególnych osób, dla rodzin, dla narodów świata i dla całej ludzkości; jest zatem dobrem, którego należy strzec i które należy rozwijać wybierając i czyniąc dobro” – św. Jan Paweł II


 

7 kwietnia 2024, Druga Niedziela Wielkanocna, czyli Miłosierdzia Bożego

LITURGIA SŁOWA: I czytanie Dz 4, 32-35; Psalm Ps 118 (117), 2-4. 16-18. 22-24 (R.: por. 1c); II czytanie 1 J 5, 1-6; Ewangelia J 20, 19-31

EWANGELIA

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane». Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę». A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym». Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: «Pan mój i Bóg mój!» Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli». I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.

Wokół liturgii Słowa

Zawsze „bronię” świętego Tomasza Apostoła przed określeniem „niewierny”. I nie tylko dlatego, że jestem jego imiennikiem. Przemawia do mnie argumentacja prof. Anny Świderkówny, która przypomina, że Tomasz nie był tak naprawdę niewierny, a przypisywanie mu tej cechy bez pewnego dookreślenia może być krzywdzące. Przecież ujrzał i uwierzył. A gdyby naprawdę był niewierny, to na nic by się zdało pojawienie się Jezusa przed jego oczami, na nic ukazanie Chrystusowych ran. I tak pozostałby niewierzącym. Może warto spojrzeć na Tomasza jak na tego, kto po prostu nie ufał łatwo ludziom. Może rzeczywiście Tomasz był „niedowiarkiem”, jednak nie w pejoratywnym sensie, a jego wątpliwości odnośnie tego, co usłyszał od pozostałych apostołów, nie są aż takim „przewinieniem”? 

Profesor Świderkówna tak pięknie pisze o postawie św. Tomasza Apostoła, w książce „Rozmowy o Biblii. Nowy Testament”: „Należy tu zwrócić uwagę, iż Tomasz nie odmawia wiary ani Jezusowi, ani Bogu. Nie ma jedynie zaufania do swoich towarzyszy. Zna ich dobrze i patrzy realnie. Mogło im się przecież coś przewidzieć! W tej swojej trudności zawierzenia ludziom znajdzie wielu następców. Taka jednak postawa nie jest przecież niewiernością! Okazuje się to w sposób oczywisty, gdy po ośmiu dniach Jezus ponownie przychodzi do swoich uczniów, z którymi tym razem jest także i Tomasz. Jego to zaprasza teraz, by sprawdził palcem i ręką ślady zadanych Mu ran. Ale Tomasz niczego już nie potrzebuje. Woła wtedy: «Pan mój i Bóg mój», a to krótkie zdanie jest najpełniejszym wyznaniem wiary w całym Nowym Testamencie (J 20,24-29). (…) Jezus nie gani Tomasza, nie wzywa też nikogo do zbytniej łatwowierności. Mamy prawo, a nawet nieraz obowiązek upewnić się, czy możemy zaufać. Tomaszowi została dana łaska zobaczenia, ale wszyscy jesteśmy zachęcani do wnikania w przedkładane nam prawdy, bylebyśmy tylko nie upierali się, że na pewno sami «wiemy najlepiej», i nie odrzucali, nie przyjrzawszy się najpierw bliżej temu, co odrzucamy”. 

Równie interesującą lekcję z postawy Tomasza przedstawia ks. Tomáš Halík w pasjonującej książce „Dotknij ran. Duchowość nieobojętności” (w polskim przekładzie Andrzeja Babuchowskiego, wydaną w Krakowie przez Znak w 2010 roku). Ksiądz Halík wyznaje wpierw: „Odczytany urywek Ewangelii świętego Jana postrzegałem w owym momencie wciąż jeszcze tak, jak zawsze do tej pory, i jak przeważnie bywa interpretowany: oto Jezus, objawiając się Tomaszowi, uwolnił sceptycznego Apostoła od wcześniejszych wahań co do prawdziwości swojego Zmartwychwstania, a Tomasz z «niewierzącego» stał się od razu wierzący”. Zarazem następnie dodaje: „Czy apostoł Tomasz, patrząc na Zmartwychwstałego, rzeczywiście wyzbył się raz na zawsze wszystkich swoich wątpliwości – czy też Jezus poprzez swoje rany wskazał mu owo jedyne miejsce, gdzie poszukujący i wątpiący mogą naprawdę  dotknąć Boga (…) Nagle ukazała mi się w nowym świetle scena z apostołem Tomaszem z Ewangelii świętego Jana, którą czytałem podczas Mszy porannej przy grobie «patrona wątpiących». Jezus utożsamiał się ze wszystkimi małymi i cierpiącymi – a zatem wszystkie bolesne rany, wszystkie nędze tego świata i ludzkości są «ranami Chrystusa». Wierzyć w Chrystusa, móc zawołać: «Pan mój i Bóg mój!»– mogę jedynie wtedy, gdy będę dotykać tych Jego ran, których także dzisiaj nasz świat jest pełny. W przeciwnym razie moje mówienie: «Panie, Panie!» będzie daremne i bezskuteczne”. I wreszcie ks. Halik konkluduje swoje rozważania: „Być może wątpliwości apostoła Tomasza były całkiem innego rodzaju niż te, które od czasu do czasu trapią nas, wnuków scjentystycznej i pozytywistycznej epoki, a które pochopnie przenosimy na to wydarzenie; być może Apostoł wcale nie był takim zakutym «materialistą», niezdolnym do otwarcia się na tajemnicę, której nie może «dosięgnąć». (…) Być może czuł w sobie opór przed przyłączaniem się do radości pozostałych Apostołów i chciał zobaczyć ran Jezusa. Chciał zobaczyć, czy «Zmartwychwstanie» nie ogołaca krzyża – dopiero potem mógł wypowiedzieć swoje «wierzę». Czy «niewierzący Tomasz» nie pojął w końcu Wielkiej Nocy głębiej niż inni?” 

Niezależnie od tego, jakiego rodzaju wątpliwości targały św. Tomaszem Apostołem, warto pamiętać, że uwierzył on Zmartwychwstałemu. A jego wątpliwości były tak naprawdę konieczne dla przyjęcia autentycznej wiary, że to ten sam Jezus, ten sam Mistrz, ten sam Zbawiciel, który umarł na krzyżu i zmartwychwstał. O ile wątpienie dla wątpienia pozostaje pozbawione sensu, o tyle wątpienie dla weryfikacji tego, w co i w kogo wierzę, wydaje się cenne, zwłaszcza współcześnie w ponowoczesnym i niepewnym świecie. Trzeba zawsze weryfikować swoją wiarę w oparciu o „dotknięcie ran”. Wróćmy jeszcze na chwilę do ks. Halíka, który podaje również taką myśl: „O świętym Marcinie mówiono, że kiedyś objawił mu się szatan pod postacią Chrystusa. Święty nie dał się jednak zwieść. «Gdzie masz swoje rany?» – zapytał”. 

I my nie dajmy się dzisiaj zwodzić różnego rodzaju „sprzedawcom duchowości”, synkretyzmowi czy religijnej bylejakości. Trzeba dbać o prawdę, która szuka Chrystusowych ran w Zmartwychwstałym. Świat obiecuje tymczasem tak wiele, ale czy możemy w tej ofercie dotknąć Boga, rozpoznać rany Chrystusa? Żądanie Tomasza, by ujrzeć ślady męki, jest także wezwaniem dla nas, by domagać się autentyczności i wierności prawdzie chrześcijańskiego Objawienia. 

Spójrzmy zatem na spotkanie Zmartwychwstałego z „niewiernym Tomaszem” oczami nadziei. Nadziei, że z naszych wątpliwości może zrodzić się wiara sięgająca głębi. Ewangelia pokazuje nam, że najlepszym lekarstwem na nasze pytania jest poszukiwanie Jego samego, jest próba dotknięcia Jego ran. Jeśli masz wątpliwości w wierze, jeśli nie umiesz poradzić sobie z cierpieniem tego świata i to oddala Cię od Boga, spójrz na rany Chrystusa. Pomyśl o tym, że Zmartwychwstały także ma rany. Że Jezus żyje wśród tych najbardziej cierpiących. Nie szukaj łatwych odpowiedzi, które pomijają rany, które potrafią tylko imitować prawdę. Nie daj się zwieść na manowce. Ostatecznie „niewiara” Tomasza ma prowadzić do wiary głębokiej i żywej, do przylgnięcia do Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Taka „niewiara” ma sens, by starannie rozróżniać, co od Boga pochodzi, a co od złego.

Cytat:

„Niewiara Tomasza pomogła nam bardziej uwierzyć niż wiara pozostałych uczniów”

święty papież Grzegorz Wielki


31 marca 2024, Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

LITURGIA SŁOWA: I czytanie Dz 10, 34a. 37-43; Psalm Ps 118 (117), 1b-2. 16-17. 22-23 (R.: por. 24); II czytanie Kol 3, 1-4 albo 1 Kor 5, 6b-8; Ewangelia J 20, 1-9

EWANGELIA

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra oraz do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono». Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą w jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.

Wokół liturgii Słowa

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, „niedziela wszystkich niedziel”, najważniejszy czas. – Chrystus Zmartwychwstał, alleluja! – Prawdziwie zmartwychwstał, alleluja! To tradycyjne pozdrowienie wybrzmiewa w wielkanocny poranek, a w zasadzie już zaraz po liturgii paschalnej w nocy z soboty na niedzielę. Spróbujmy w tym roku dać świadectwo naszej wiary tymi prostymi słowami. Nie bójmy się pozdrawiać nimi przy wielkanocnym stole. Witajmy nimi wszystkich, każdego napotkanego człowieka. Opowiedzmy o zmartwychwstaniu Jezusa, o przejściu ze śmierci do życia, z grzechu do łaski, z potępienia do miłosierdzia, ze starego do nowego świata. Cała nasza wiara, całe nasze życie – wszystko odnajduje sens w tym, że Jezus żyje! Czy wierzysz w zmartwychwstanie?

Jest taki piękny fragment z dziennika księdza Adama Bonieckiego (który prowadził w czasach swojej młodości, przebywając w Rzymie), do którego często wracam. Dziennik ten został wydany w formie książkowej pt. Notes. Chciałbym przytoczyć zapisane w nim refleksje o zmartwychwstaniu, które można moim zdaniem streścić w trzech słowach: relacja, ufność, pusty grób.  

Ksiądz Boniecki rozpoczyna w ten sposób: „Nie umiem opowiedzieć o moim spotkaniu. Nie ma nic do opowiadania. Było to wtedy, kiedy ostatecznie zaakceptowałem klęskę, kiedy już zostały tylko rytualne gesty pogrzebowe i żal, przy jednoczesnym – powtarzam – stwierdzeniu, że to koniec. Wtedy On, nie rozpoznany, powiedział moje imię. Nic więcej, tylko moje imię. Wiem, że ta relacja to dla Was za mało. Niestety, nie mam już nic do dodania. Oczywiście, jeżeli chcecie, mogę opowiedzieć Wam o tym, co czytałem w książkach, mogę Wam poradzić, żebyście patrzyli na gwiazdy, góry lub na morze. Ale naprawdę z przekonaniem mogę powiedzieć jedno: nie odchodźcie łatwo, nie dajcie się zasypać ruinom Waszego marnego budowania, kiedy Wam wszystko zacznie walić się na głowę. Bo miejsce i czas spotkania są nie w sytuacji krańcowej, ale już poza nią. I nie wierzcie w granice prawdopodobieństwa. Może zresztą istnieją, ale my o nich nie wiemy”. 

A zatem mowa tu o relacji. Jeżeli nie umiesz opowiedzieć o swoim spotkaniu ze Zmartwychwstałym – nie szkodzi. Ważne, żebyś o nim pamiętał, żebyś nim żył, żebyś widział Boże działanie w Twoim życiu, żebyś starał się o prawdziwą relację z żywym Bogiem. Jaka jest Twoja więź z Jezusem?

Druga ważna myśl z księdza Bonieckiego: „Powiecie, że mówię o niczym, że na tych relacjach życia nie da się budować. Że lepiej by może w przyzwoitym grobie zachować Tego, który umarł i w oparciu o wspomnienie budować na tyle, na ile to możliwe w rozsądnych granicach prawdopodobieństwa. (…) Ale gdyby tamten rybak nie wyszedł z łodzi, gdyby siedząc w niej, uprzejmie kiwał głową, że owszem, to pewnie jest możliwe, ale on osobiście, raczej niech mu będzie wolno, nie ma zamiaru się utopić i ograniczy się do zachowania innych poleceń i wskazówek, których słuszność społeczna, wychowawcza a nawet zdrowotna jest większa niż ciężar wynikający z ich przyjęcia, gdyby z łodzi nie wyszedł, nie przeżyłby doświadczenia ufności. I musiałby pozostać stróżem grobu, pustego czy pełnego śmierci, ale zawsze grobu”. 

Uważaj zatem na pokusę, by chrześcijaństwo traktować jako wielki projekt społeczny, może ciekawą propozycję etyczną. Owszem, chrześcijaństwo jest propozycją etyczną, ale przede wszystkim chrześcijaństwo jest spotkaniem i życiem ze Zmartwychwstałym, jest przywróceniem człowieka Bogu i nieustającym rozlewaniem się Bożej miłości do człowieka. Jest przekroczeniem tego, co według ludzkiej miary możliwe, prawdopodobne, bezpieczne. Możliwym dzięki zaufaniu. Czy ufasz Bogu?  

I wreszcie trzecia medytacja polskiego marianina: „Byli tam jeszcze i tacy, którzy odeszli. Nieśli w węzełkach grudki ziemi utraconej, nieśli okruchy zgliszcz swojego budowania. Przystawali, rozwijali węzełki i patrzyli smutni na to, co z ich nadziei zostało. Mieli oczy pełne popiołów i ceglanego pyłu, jaki wznieca waląca się budowla. (…) A kiedy wrócili biegiem, bardzo się zdziwili, że to nie wszyscy odeszli, tylko oni, że ich przyjaciele siedzą razem, radośni. I siedzieli długo w noc, bo już wiedzieli, że spotkanie jest możliwe i że zwalenie budowli, które oni brali za klęskę, dopiero odsłoniło widok na prawdziwą budowlę; że z wyznaczeniem granicy absurdu trzeba być ostrożnym i z odejściem nie trzeba nigdy się spieszyć, bo łatwo się rozminąć, unosząc w sobie pamięć grobu, a nie wiedząc, że grób ten tylko we wspomnieniu zamyka wielkim głazem pogrzebaną nadzieję, w rzeczywistości zaś jest pusty”. 

Pamiętajmy zatem: grób jest pusty! Chrystus zmartwychwstał, żadna nadzieja nie jest pogrzebana. Zniszczało tylko to, co konieczne, by mogło wzrosnąć to, co prawdziwe: życie, nad którym śmierć nie ma władzy. Profesor Anna Świderkówna w Rozmowach o Biblii podkreśla: „Zmartwychwstały Jezus to ten sam Jezus, z którym Jego uczniowie chodzili po drogach Palestyny, ten sam, lecz zarazem, w jakiś niepojęty sposób, inny. Poznaje Go najłatwiej miłość (Maria Magdalena i „uczeń umiłowany”), a ci, co Go odrzucili lub nigdy nie znali, niczego nie zobaczą”. Czy kochasz Jezusa? 

Ufajmy Bogu we wszystkim! W każdej chwili, w każdych okolicznościach. W radościach i smutkach, a zwłaszcza w zwątpieniach. Nie odchodźmy, miłość nie jest przecież łatwa; jest wierna – kto kocha, ten pozostaje, choćby inni potracili nadzieję. Patrzmy na Jezusa i słuchajmy Go, gdy wymawia nasze imię. Pokochajmy Go naprawdę! Miejmy w sobie pasję prostych rybaków z Galilei, którzy zdecydowali się na „szaleństwo” pójścia za Nim! I wreszcie pamiętajmy, że grób jest pusty. Że grób to nie koniec. To początek życia przemienionego, otulonego miłosierdziem i łaską. Życia w zjednoczeniu z Nim. W nieustającej relacji, ufności, nadziei. W pięknie i dobru. W prawdzie. W miłosierdziu. W miłości.

Cytat:

„Oto człowiek został odebrany śmierci — oddany życiu. Oto człowiek zostaje odebrany grzechowi — oddany Miłości. Wy wszyscy, którzy gdziekolwiek wstępujecie w mroki śmierci, słuchajcie: Chrystus zmartwychwstał!”

św. Jan Paweł II 


24 marca 2024, Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej

LITURGIA SŁOWA: I czytanie Iz 50, 4-7; Psalm Ps 22 (21), 8-9. 17-18a. 19-20. 23-24 (R.: 2a); II czytanie Flp 2, 6-11; Ewangelia Mk 14, 1 – 15, 47

Fragment z odczytywanej Męki Pańskiej według świętego Marka 

A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. 
O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: + Eloí, Eloí, lemá sabachtháni?, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: Patrz, woła Eliasza. Ktoś pobiegł i nasyciwszy gąbkę octem, umieścił na trzcinie i dawał Mu pić, mówiąc: Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć z krzyża. Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.

Wokół liturgii Słowa

Niedziela Palmowa, a właściwie Niedziela Męki Pańskiej. W liturgii słowa słuchamy opisu Męki Pańskiej według świętego Marka. A zatem o tak wielu tak ważnych wydarzeniach w historii zbawienia, m.in. o: ustanowieniu Eucharystii, modlitwie Jezusa w Ogrójcu i trwodze konania, sądzie Jezusa przed Sanhedrynem, zaparciu się Piotra, procesie Jezusa przed Piłatem, drodze krzyżowej, ukrzyżowaniu i śmierci Jezusa na krzyżu, złożeniu Jezusa do grobu. Jasne, że trudno wszystko objąć nawet przy uważnej lekturze. Tak wiele upadków, tak nędzna kondycja tylu ewangelicznych postaci w zmierzeniu się z męką, z weryfikacją słów i zapewnień w czynach. Zdrada Judasza, zaparcie się Piotra, zaśnięcie uczniów podczas modlitwy Jezusa w Ogrójcu… Ale przecież i tak wiele wytrwałości, wierności Jezusa, który przyjął wolę Ojca i wypełnił ją do końca. 

Może zatem przede wszystkim warto, wkraczając w Wielki Tydzień, zadać sobie kilka pytań wokół postaw i postaci z Męki Pańskiej. Czy przyjmuję opcję ucieczki i zwątpienia, czy też ufności i wierności Jezusowi do końca? Kim jestem? Piłatem uciekającym od prawdy czy może strwożonym Piotrem, mówiącym: „nie znam tego człowieka”? Czy dołączam do arcykapłanów i tych, którzy przechodzili obok i wyszydzali Jezusa? Czy jestem jednym ze sług, którzy bili Jezusa po twarzy? A może w tłumie wciąż krzyczę, by uwolnić Barabasza? Nie słuchajmy opisu Męki Pańskiej obojętnie, bezrefleksyjnie, z przyzwyczajenia. Swoją drogą, czyż da się tych słów słuchać bez poruszenia serca, bez trwogi, bez odniesienia ich do siebie?

W Niedzielę Palmową tradycyjnie wspominamy też uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy. Tłumy wiwatują, są pełne nadziei. We fragmencie Ewangelii według świętego Marka (odczytywanej w ramach tradycyjnej procesji z palmami) czytamy: „Przyprowadzili więc oślę do Jezusa i zarzucili na nie swe płaszcze, a On wsiadł na nie. Wielu zaś słało swe płaszcze na drodze, a inni gałązki zielone ścięte na polach. A ci, którzy Go poprzedzali i którzy szli za Nim, wołali: „Hosanna. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi. Hosanna na wysokościach” (Mk 11,8-10). Z kolei w Ewangelii według św. Jana wjazd Jezusa do Jerozolimy opisany jest następująco: „Wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: „Hosanna. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie” oraz: „Król izraelski!” A gdy Jezus znalazł osiołka, dosiadł go, jak jest napisane: „Nie bój się, Córo Syjońska, oto Król twój przychodzi, siedząc na oślęciu”. Jego uczniowie początkowo tego nie rozumieli. Ale gdy Jezus został uwielbiony, wówczas przypomnieli sobie, że to o Nim było napisane i że tak Mu uczynili” (J 12,12-16).

Warto dziś w swoim sercu zestawić sceny z uroczystego wjazdu Jezusa do Jerozolimy z trwogą męki Jezusa. To ten sam Jezus, którego ludzie potrafili uwielbiać, ale i którego potrafili się wyprzeć, którego potrafili fałszywie oskarżać, niesprawiedliwie skazać i okrutnie ukrzyżować. Czyż nie jest to obraz także naszego stosunku do Boga? Ile razy wielbimy Boga, wyznajemy naszą wiarę, wyrzekamy się grzechu? A ileż razy zarazem wciąż krzyżujemy Jezusa, wybierając zło? Ileż razy odwracamy się od Jezusa, odrzucając bliźniego? Ileż razy skazujemy innych bez sądu? Ileż razy uciekamy od cierpienia najbliższych? Ileż razy milczymy, gdy trzeba sprzeciwić się niesprawiedliwości?

Niedzielą Palmową wkraczamy w cały Wielki Tydzień, przygotujemy się do najważniejszej Paschy, do wyśpiewania radosnego Exultet w Wigilię Paschalną. Ale czy jesteśmy naprawdę przygotowani? To przysłowiowy ostatni dzwonek, by się otrząsnąć z zatwardziałości serca, by głęboko przeżyć całe Triduum Paschalne. 

Benedykt XVI podczas audiencji generalnej w Rzymie 8 lutego 2012 roku przedstawił jedne z najpiękniejszych rozważań o Męce Pańskiej. Tak wówczas powiedział: „Dziś chciałbym razem z wami zastanowić się nad modlitwą Jezusa tuż przed śmiercią, koncentrując się na przekazach św. Marka i św. Mateusza. (…) Pisze św. Marek, jak słyszeliśmy: "A gdy nadeszła godzina szósta [południe], mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej [trzeciej po południu]. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eloi, Eloi, lema sabachthani», to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?" (Mk 15,34). (…) Lecz jakie znaczenie ma modlitwa Jezusa, wołanie, które kieruje do Ojca: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”, czy wątpi On w swoją misję, w obecność Ojca? Czy w tej modlitwie nie wyraża się właśnie Jego świadomość, że został opuszczony? Słowa, które Jezus kieruje do Ojca, to początek Psalmu 22, w którym psalmista mówi o rozdarciu, jakiego doznaje, czując się opuszczony i jednocześnie w pełni świadomy, że Bóg jest wśród swego ludu. Psalmista modli się: „Boże mój, wołam w ciągu dnia, a nie odpowiadasz, / i nocą, a nie zaznaję pokoju. / A przecież Ty mieszkasz w świątyni, / Chwało Izraela!” (ww. 3–4). Psalmista mówi o „wołaniu”, by wyrazić całe cierpienie swojej modlitwy przed pozornie nieobecnym Bogiem: w chwili lęku modlitwa staje się wołaniem. To samo dzieje się również w naszej relacji z Panem: w najtrudniejszych i najboleśniejszych sytuacjach, kiedy wydaje się, że Bóg nie słyszy, nie powinniśmy się bać Jemu powierzyć cały ciężar, który mamy w sercu, nie powinniśmy się bać do Niego wołać o naszym cierpieniu, musimy być przekonani, że Bóg jest blisko, nawet jeśli pozornie milczy. Powtarzając z krzyża właśnie początkowe słowa psalmu – „Eli, Eli, lema sabachthani?” – „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27,46), wykrzykując słowa psalmu, Jezus modli się w momencie ostatniego odrzucenia przez ludzi, w momencie opuszczenia; ale modli się psalmem, ze świadomością obecności Boga Ojca również w tej godzinie, w której odczuwa ludzki dramat śmierci. W nas rodzi się jednak pytanie: jak to możliwe, że tak potężny Bóg nie interweniuje, by uwolnić swego Syna od tej straszliwej próby? Ważne jest, żeby zrozumieć, iż modlitwa Jezusa nie jest wołaniem kogoś, kto z rozpaczą idzie na śmierć, nie jest też okrzykiem kogoś, kto wie, że został opuszczony. Jezus w tym momencie przywołuje cały Psalm 22, psalm ludu Izraela, który cierpi, i w ten sposób bierze na siebie nie tylko udrękę swojego ludu, ale również udrękę wszystkich ludzi, którzy cierpią z powodu ucisku zła, a jednocześnie składa to wszystko w sercu samego Boga, z pewnością, że Jego wołanie zostanie wysłuchane w zmartwychwstaniu: „To wołanie w krańcowej potrzebie jest jednocześnie pewnością Boskiej odpowiedzi, pewnością zbawienia - nie tylko dla samego Jezusa, lecz dla «wielu»”. W tej modlitwie Jezusa zawierają się pełne zaufanie i zawierzenie się Bogu, również wtedy, gdy wydaje się, że jest On nieobecny, również wtedy, gdy wydaje się, że milczy i realizuje niezrozumiały dla nas plan”.

Nie odkładajmy kontemplacji nad Męką Pańską do Triduum Paschalnego. Nie celebrujmy historii zbawienia bez przygotowania. Nie bądźmy usatysfakcjonowani zwyczajami i obrzędami, starajmy się tak bardzo, jak to możliwe, sięgnąć do głębi znaczenia nadchodzących dni. 

Cytat:

„Im bardziej obejmujemy krzyż, tym mocniej obejmujemy Jezusa, który jest do niego przybity”.

św. Karol de Foucauld


 

17 marca 2024, Piąta Niedziela Wielkiego Postu

LITURGIA SŁOWA: I czytanie Jr 31, 31-34; Psalm Ps 51 (50), 3-4. 12-13. 14-15 (R: por. 12a); II czytanie Hbr 5, 7-9; Ewangelia J 12, 20-33

EWANGELIA

Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go, mówiąc: «Panie, chcemy ujrzeć Jezusa». Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: «Nadeszła godzina, aby został otoczony chwałą Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Ależ właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław imię Twoje!» Wtem rozległ się głos z nieba: «Już wsławiłem i jeszcze wsławię». Stojący tłum to usłyszał i mówił: «Zagrzmiało!» Inni mówili: «Anioł przemówił do Niego». Na to rzekł Jezus: «Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz. 

A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie». To mówił, oznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.

Wokół liturgii Słowa

Dzisiejsze rozważania warto rozpocząć od jednego z najpiękniejszych psalmów, którego fragmenty dzisiaj śpiewamy. Osobiście znam go na pamięć i codziennie odmawiam. W myślach przywołuję go także przed przyjęciem Komunii świętej. Psalm 51, będący modlitwą przebłagalną Dawida, nosi łacińską nazwę „Miserere”. To w istocie tekst o niezgłębionym Miłosierdziu Boga wobec grzesznika. To psalm przypominający, że zawsze, nawet w najgorszym położeniu, możemy wrócić do Ojca, który jest miłością, który wybacza i lituje się nad grzesznikiem. Przywołajmy pierwszą śpiewaną dziś zwrotkę psalmu: „Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej, w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość. Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego”. 

Na czym polega grzech? O co tak naprawdę prosi Boga skruszony grzesznik? Pięknie pisze o tym ksiądz Roman Krawczyk, który w opracowaniu poświęconym Psalmowi 51 podkreśla: „W tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia ów grzech, z którego pragnie być oczyszczony psalmista, określony jest trzema terminami: nieprawość, wina, grzech. W Biblii hebrajskiej odpowiadają im: hatta, ’awôn, peshâ. Pierwszy z nich znaczy dosłownie: „chybić celu”; grzech jest zaburzeniem oddalającym nas od naszego ostatecznego celu, od Boga. ’Awôn z kolei wyraża myśl o „zginaniu”, „skręcaniu”; grzech jest pogmatwaniem, odwróceniem od właściwej drogi. Ostatni termin, peshâ, wyraża ideę buntu podwładnego wobec zwierzchnika. Grzech, w myśli autora psalmu, jest więc ostatecznie zerwaniem więzi z Bogiem i w rezultacie błądzeniem, które wprowadza nieład w ludzkie życie”.

Warto sobie to znaczenie grzechu przypomnieć właśnie w Wielkim Poście. Grzech to „chybienie celu”, to zbłądzenie z drogi ku Bogu, ku szczęściu, ku zbawieniu, ku miłości. A zatem, gdy prosimy o przebaczenie grzechów, to idzie o to, by powrócić na właściwą ścieżkę, by usunąć skutki błędu, który popełniliśmy. Po ludzku wydaje się to niemożliwe – nie można nadrobić straconego czasu, nie można odwrócić tego, co się wydarzyło, nie można przezwyciężyć przeszłości. Jednak u Boga nie ma nic niemożliwego. Bóg może naprawić nasze życie totalnie, w każdym momencie i w każdej sytuacji. A zatem ten psalm przypomina także o tym, że walcząc z grzechem i jego skutkami trzeba przede wszystkim zwrócić się do Boga, wezwać Jego Miłosierdzia. Owszem, ważny jest własny wysiłek, autentyczne zaangażowanie, lecz nie można polegać tylko  na sobie – to droga donikąd. Dlatego powtórzmy także za psalmistą: „Stwórz,  Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha”. Wracając do Boga rodzimy się na nowo, nasze serce staje się naprawdę czyste, a duch potężny. W każdej spowiedzi świętej otrzymujemy dar przebaczenia i pokoju, dar jedności z Bogiem, dar łaski uświęcającej. 

Spełniło się bowiem proroctwo proroka Jeremiasza, o którym mowa w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „Lecz takie będzie przymierze, jakie zawrę z domem Izraela po tych dniach, mówi Pan: Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercach. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi ludem. I nie będą się musieli wzajemnie pouczać, mówiąc jeden do drugiego: Poznajcie Pana! Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie, mówi Pan, ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał»”.

Z kolei w dzisiaj odczytywanej Ewangelii widzimy co najmniej trzy istotne wskazówki, w jaki sposób dbać o czystość swojego serca, o podążanie drogą zbawienia, jak nie zmarnować daru Bożej miłości. Pierwsza podpowiedź to pragnienie ujrzenia Jezusa. Zobaczmy, że przybywający dziś Grecy proszą Filipa, by  mogli ujrzeć Jezusa. Są nim zafascynowani, poruszeni Jego obecnością. Czy my dzisiaj jeszcze potrafimy się zafascynować Jezusem? Czy chcemy Go poznawać, być z nim coraz bliżej? Czy staramy się o to, by poznać Go przez lekturę Ewangelii i osobistą modlitwę? Drugą wskazówką jest naśladowanie Jezusa, który dzisiaj wyraźnie mówi: „Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa”. Nie wystarczy tylko zachwycić się Jezusem, nie wystarczy podjęcie decyzji pod wpływem chwili i fascynacji. Pójście za Nim wymaga zaangażowania i odpowiedzialności, a także wierności. Kolejny raz widzimy, że życie chrześcijanina to nie deklaracje, ale to czyny; to nie targanie namiętnościami, ale głębokie i autentyczne zaangażowanie. I wreszcie trzecia wskazówka: akceptacja męki Jezusa. Często chcielibyśmy chrześcijaństwa bez Krzyża, ale takie chrześcijaństwo nie istnieje. Droga do Zmartwychwstania wiedzie przez Golgotę i o tym także przypomina dzisiejsza Ewangelia wg. św. Jana. Jezus zapowiada swoją śmierć poprzez ukrzyżowanie, ale i przestrzega: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”. Chrześcijanin zatem to ten, który wie, że życie tu i teraz jest tylko pielgrzymowaniem, drogą. Nie trzyma się kurczowo tego, co było, nie odwraca się za siebie, nie szuka łatwych rozwiązań. Nie wzbrania się przed obumieraniem dla Boga, aby przynieść obfity plon i żyć wiecznie z Bogiem. 

Cytat:

„Bóg nikomu miłosierdzia swego nie odmówi. Niebo i ziemia może się odmienić, ale nie wyczerpie się miłosierdzie Boże”

św. Siostra Faustyna Kowalska


 

10 marca 2024, Czwarta Niedziela Wielkiego Postu

LITURGIA SŁOWA: I czytanie 2 Krn 36, 14-16. 19-23; Psalm Ps 137 (136), 1-2. 3. 4-5. 6 (R.: por. 6b); II czytanie Ef 2, 4-10; Ewangelia J 3, 14-21

EWANGELIA

Jezus powiedział do Nikodema:

«Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu».

Wokół liturgii Słowa

„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). To jedne z najpiękniejszych zdań z Pisma Świętego, zapisane przez św. Jana Ewangelistę. Jak bardzo Bóg umiłował świat? Trudno to objąć, trudno to zmierzyć, trudno to pojąć. Można to jednak (i trzeba) wyrazić przez ofiarę Jezusa Chrystusa. Świat jest umiłowany przez Boga, bo świat jest Bożym stworzeniem. Umiłować to „bardzo pokochać”, lecz w odniesieniu do umiłowania świata przez Boga trzeba by owe „bardzo” zwielokrotnić, zmultiplikować, powiedzieć po prostu, że nie ma większej miłości. Badacze Pisma Świętego podkreślają, że owo zdanie jest wręcz syntetycznym streszczeniem przekazu Ewangelii według św. Jana. 

Naprawdę chodzi o miłość, która nie zna granic. Naprawdę chodzi o Boga, który jest Miłością. Co więcej, Bóg jest źródłem wszelkiej miłości, wszelkiego miłowania, wszelkiego istnienia, miłości przez wielkie „M”. I jest źródłem życia. W dialogu Jezusa z Nikodemem Jezus objawia nam wszystkim prawdę tak prostą, a jednocześnie tak trudną niekiedy do pojęcia i przyjęcia (czyż i my niejednokrotnie nie jesteśmy Nikodemem z owego nocnego spotkania z Jezusem, który boi się przyjąć Jego słów do głębi serca?). 

W trwającym Wielkim Poście zadajmy sobie pytanie: czy pozwalamy, by ta prawda o Bożej miłości naprawdę przeniknęła nasze życie? A może warto właśnie teraz powtarzać codziennie to zdanie z dzisiejszego fragmentu Ewangelii? Powtarzać nie bezrefleksyjnie, lecz, by zgłębić sens. By wiedzieć, dlaczego i po co podążamy za Jezusem w Drodze Krzyżowej, w drodze na Golgocie, na Krzyż i do grobu. Bo przecież na tym nasza ścieżka się nie kończy. Bo grób jest pusty. Bo podążamy przede wszystkim do Zmartwychwstania. 

I jeszcze nieco o Nikodemie, „dostojniku żydowskim”, który rozmawia z Jezusem nocą. Chociaż wciąż targany wątpliwościami, przywiązany do tego, co studiował przez całe życie i co znał, decyduje się zadawać pytania, spotyka się z Jezusem, podejmuje wysiłek zrozumienia Jezusowej nauki, wywracającej przecież dotychczasowe schematy myślowe (w tym duchowe przyzwyczajenia faryzeuszy) do góry nogami. Nikodem nawiązuje z Jezusem relację. I chociaż początkowo nie poszedł za Nim otwarcie, to przecież ostatecznie stał się Jego uczniem. Jak czytamy w innym fragmencie Ewangelii według św. Jana: „Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało. Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania” (J 19, 38-40). Tradycja mówi, że Nikodem przyjął chrzest z rąk świętych Piotra i Jana, a także poniósł śmierć męczeńską z rąk Żydów. Pochowano go w Kefaz-Gamla. Jest świętym Kościoła, a jego liturgiczne wspomnienie przypada 31 sierpnia. Zobaczmy zatem, że droga do Bożej miłości jest dostępna naprawdę dla każdego, chociaż niekiedy podejmujemy ją z lękiem, wątpliwościami, obawami, niepewnie, nie od razu, a nawet – kroczymy po niej bardzo powoli. Lecz potrzeba tego, by zacząć, by spotkać się z Jezusem, by otworzyć się na Jego słowa, by wyruszyć najpierw na Golgotę, a potem ku Zmartwychwstaniu. 

Św. Jan Paweł II w encyklice Redemptor Hominis (Odkupiciel człowieka) z 1979 roku napisał: „ Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa. I dlatego właśnie Chrystus-Odkupiciel, jak to już zostało powiedziane, „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi”. To jest ów — jeśli tak wolno się wyrazić — ludzki wymiar Tajemnicy Odkupienia. Człowiek odnajduje w nim swoją właściwą wielkość, godność i wartość swego człowieczeństwa. Człowiek zostaje w Tajemnicy Odkupienia na nowo potwierdzony, niejako wypowiedziany na nowo. Stworzony na nowo! „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3, 28). Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca — nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych, a nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty — musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym, musi sobie „przyswoić”, zasymilować całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby siebie odnaleźć. Jeśli dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą samym. Jakąż wartość musi mieć w oczach Stwórcy człowiek, skoro zasłużył na takiego i tak potężnego Odkupiciela (por. hymn Exsultet z Wigilii Wielkanocnej), skoro Bóg „Syna swego Jednorodzonego dał”, ażeby on, człowiek „nie zginął, ale miał życie wieczne” (por. J 3, 16).”

Warto też dostrzec, że szczególnie Boża miłość objawia się w miłosierdziu. Dlatego na koniec dzisiejszych rozważań przypomnijmy jeszcze słowa z Listu św. Pawła Apostoła do Efezjan: „Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia – łaską bowiem jesteście zbawieni – razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich – w Chrystusie Jezusie, aby w nadchodzących wiekach przeogromne bogactwo swej łaski okazać przez dobroć względem nas, w Chrystusie Jezusie” (Ef 2, 4-7). Każdy z nas potrzebuje Bożego miłosierdzia, nawet ten, kto by się mógł poszczycić najlepszymi uczynkami. Bo miłości nie wypracowuje się za zasługi, lecz odpowiada na nią miłością, przylgnięciem, relacją, bliskością. Prawdziwa miłość nie odchodzi, gdy jest odrzucona, lecz cierpliwie, wiernie i ufnie czeka na powrót „marnotrawnego syna”. I czeka zawsze, czekała i czekać będzie, także na nas! 

Cytat: 

„Życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością”

św. Jan Paweł II 


3 marca 2024, Trzecia Niedziela Wielkiego Postu

LITURGIA SŁOWA: I czytanie Wj 20, 1-17; Psalm Ps 19 (18), 8-9. 10-11 (R.: por. J 6, 68c); II czytanie 1 Kor 1, 22-25; Ewangelia J 2, 13-25

EWANGELIA 

Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus przybył do Jerozolimy. W świątyni zastał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!» Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: «Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie». W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: «Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?» Jezus dał im taką odpowiedź: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo». Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?» On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w Jego imię, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku.

ks. Maciej

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
222 0.079179048538208